7 czerwca 1944 roku był pierwszym dniem, w którym siły alianckie i niemieckie starły się w sposób w pełni zorganizowany i zaplanowany. Sytuacja strategiczna dla aliantów pozostawała napięta – niemieckie jednostki pancerne rozpoczęły wreszcie marsz ku Normandii, zmierzając do przełamania alianckiego przyczółka. Mimo to inicjatywa operacyjna pozostawała po stronie sprzymierzonych. Marszałek polny Bernard Law Montgomery, dowodzący 21. Grupą Armii, już od wczesnych godzin porannych koncentrował siły do podjęcia decydujących działań ofensywnych – z jednej strony w kierunku Caen, z drugiej w stronę półwyspu Cotentin.

W godzinach wieczornych 6 czerwca, a następnie przez całą noc i kolejny dzień, dzięki determinacji marynarzy i żołnierzy oraz sprawnej organizacji działań logistycznych, na plaży „Sword” w rejonie Arromanches z powodzeniem kontynuowano desant kolejnych formacji. Lądowały tam znaczące siły pancerne oraz świeże oddziały piechoty, co pozwoliło wzmocnić rozwijający się przyczółek. W miarę upływu godzin potencjał bojowy aliantów systematycznie wzrastał, zapewniając im coraz większą przewagę w rejonie operacyjnym.

Zdobycie Caen – jednego z kluczowych celów operacyjnych 2. Armii gen. Milesa Dempseya – miało zasadnicze znaczenie dla realizacji głównych założeń planu „Overlord”. Miasto to, ze względu na swoje położenie geograficzne i funkcję jako strategicznego węzła drogowo-kolejowego, stanowiło bramę do centralnej Normandii. Przez Caen biegły główne szlaki komunikacyjne łączące rejon alianckiego desantu z kierunkami południowo-wschodnim i wschodnim, z których to spodziewano się głównego uderzenia niemieckich sił rezerwowych – zwłaszcza pancernych i zmotoryzowanych. Opanowanie tego ośrodka miało zatem kluczowe znaczenie zarówno dla zabezpieczenia przyczółków, jak i zakłócenia niemieckich działań kontruderzeniowych.

>>> Czytaj także: Przygotowania Aliantów do lądowania we Francji <<<

Zasadnicze siły niemieckie – w tym dywizje pancerne – zgrupowane były na północ od Sekwany, co zmuszało je do przemarszu w kierunku Caen, jeśli miały skutecznie zagrozić wojskom alianckim rozlokowanym w północnej części Normandii. Wobec tego alianci, mimo coraz silniejszego oporu wroga, kontynuowali natarcie w kierunku miasta, próbując przejąć inicjatywę strategiczną. Jednak już wkrótce sytuacja na froncie uległa stagnacji – doszło do zahamowania postępów i wyraźnego impasu. Pomimo początkowego sukcesu z 6 czerwca i skutecznego utworzenia przyczółków, wśród alianckich żołnierzy zaczęła szerzyć się dezinformacja i niepokój. Krążyły plotki o rzekomych przełamaniach obrony przez niemieckie oddziały, obecności czołgów „Tygrys”, rozbiciu 4. Dywizji Piechoty USA czy o ogólnym niepowodzeniu inwazji. Choć informacje te były bezpodstawne, ich psychologiczny efekt był znaczący i działał na korzyść strony niemieckiej.

Na pogorszenie nastrojów wpływały również wysokie straty poniesione w pierwszym dniu operacji, szacowane na około 10 tysięcy żołnierzy, co nie pozostawało bez wpływu na morale szeregowych uczestników walk. Do końca dnia 7 czerwca alianci nie osiągnęli większych zdobyczy terytorialnych, choć ich potencjał bojowy systematycznie rósł. Tego dnia na wybrzeżu Normandii znajdowało się już ponad 260 tysięcy alianckich żołnierzy, wspieranych przez znaczne siły pancerne – głównie amerykańskie czołgi „Sherman”, w tym kilkanaście egzemplarzy brytyjskich „Shermanów Firefly”, uzbrojonych w skuteczne armaty kal. 17 funtów, zdolne do niszczenia niemieckich pojazdów pancernych na dystansie nawet kilometra.

Brytyjscy żołnierze na plaży "Sword" przygotowują teren pod wprowadzenie dodatkowych sił | Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)
Brytyjscy żołnierze na plaży „Sword” przygotowują teren pod wprowadzenie dodatkowych sił | Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)

Mimo przewagi liczebnej i technicznej, siły sprzymierzonych nie zdołały utrzymać tempa natarcia z dnia inwazji. Szczególnie trudnym przeciwnikiem okazał się… teren. Żołnierze amerykańscy, wspierani przez cztery bataliony pancerne, natrafili na przeszkody niemal nie do pokonania – podmokły grunt oraz gęstą sieć żywopłotów, charakterystycznych dla normandzkiego krajobrazu. Tzw. bocage – sięgające nawet 2,5 metra wysokości wały ziemne porośnięte zaroślami i drzewami – powstały jeszcze w czasach starożytnych jako naturalne ogrodzenia pól i granice własności. Ich struktura, wzmocniona przez rozległy system rowów odwadniających, czyniła z każdego pola prawdziwą twierdzę. Poruszanie się w takim terenie przypominało walkę w labiryncie – oddziały traciły orientację po kilku minutach ataku, a natarcia szybko traciły impet. Wzdłuż zagłębionych dróg krzewy często przekraczały wysokość człowieka, co sprawiało, że żołnierze mieli wrażenie, jakby zamknięto ich w zielonym okopie. Obecność niemieckich pól minowych tylko pogarszała sytuację. Generał Omar Bradley wspominał później: „Nawet w Tunezji nie zetknęliśmy się z terenem obronnym tak wyczerpującym”. Teren Normandii stał się zatem nie tylko naturalną przeszkodą, ale również sprzymierzeńcem niemieckich obrońców, spowalniając postępy aliantów i zamieniając ofensywę w żmudną walkę pozycyjną.

Generał Collins, dowódca VII Korpusu Armii Stanów Zjednoczonych, podzielał negatywną ocenę warunków terenowych w Normandii. W swoich wspomnieniach określił tutejsze bocage jako „niemniej niebezpieczne niż dżungla na Guadalcanal”, co jednoznacznie ukazuje skalę trudności, z jakimi musiały mierzyć się alianckie jednostki. Normandzkie żywopłoty – z perspektywy zarówno piechoty, jak i broni pancernej – stanowiły istną naturalną pułapkę, zamieniając pola bitew w „zielone piekło”.

>>> Czytaj także: D-Day – lądowanie Aliantów we Francji. Największa operacja desantowa II wojny światowej <<<

Dla czołgów teren okazał się szczególnie problematyczny. Gęste zarośla i wąskie drogi, otoczone wysokimi wałami ziemnymi, uniemożliwiały swobodne manewrowanie pojazdami pancernymi, często wręcz uniemożliwiając obrót wieży czołgu. Widoczność była silnie ograniczona, co znacznie utrudniało prowadzenie ognia na dalsze dystanse. Niemcy, szybko adaptując się do warunków pola walki, zorganizowali swoje stanowiska ogniowe na dominujących wysokościach, skąd prowadzili ogień z dział przeciwpancernych i czołgów. Stamtąd mieli znakomitą widoczność i mogli razić alianckie pojazdy, które – pozbawione możliwości manewru – stawały się łatwym celem.

Alianckie oddziały próbowały zjeżdżać z głównych dróg, aby uniknąć przewidywalnych tras natarcia, jednak i tam natrafiały na nieprzystępny teren oraz przeszkody w postaci żywopłotów. Z kolei niemiecka ręczna broń przeciwpancerna – w tym powszechnie używane Panzerfausty – okazała się wyjątkowo skuteczna w zwalczaniu czołgów w warunkach bliskiego kontaktu bojowego. Dodatkową trudnością było forsowanie żywopłotów: czołgi, usiłując przejechać przez nie frontalnie, często zawieszały się na wałach, wystawiając dolną, słabo opancerzoną część kadłuba na bezpośredni ostrzał. Zawieszone na ziemnych przeszkodach pojazdy, z lufami dział i karabinów skierowanymi ku niebu, stawały się łatwym łupem dla niemieckich obrońców.

Nieco bardziej sprzyjające warunki panowały na południowym odcinku frontu, gdzie operowała 2. Armia brytyjska. Chociaż teren nadal był trudny – pofałdowany i poprzecinany niewielkimi miejscowościami – umożliwiał w większym stopniu wykorzystanie artylerii, broni pancernej oraz wsparcia lotniczego. Obszar ten, rozciągający się aż do rejonu Falaise, był jednak zdominowany przez wzgórza, które należało oczyścić z sił niemieckich, by móc wyprowadzić skuteczne natarcie w kierunku otwartych przestrzeni na południe od Caen.

Amerykańscy żołnierze kryją się za normandzkimi żywopłotami (bocage) | Źródło: US Army (domena publiczna)
Amerykańscy żołnierze kryją się za normandzkimi żywopłotami (bocage) | Źródło: US Army (domena publiczna)

Pomimo intensywnych działań ofensywnych, siły brytyjsko-kanadyjskie – mimo znaczącego wsparcia ze strony aż czterech brygad pancernych (w tym 2. Brygady Pancernej Kanadyjskiej, elementów 79. Dywizji Pancernej gen. Percy’ego Hobarta, oraz 4., 8. i 27. Brygady Pancernej) – nie zdołały zdobyć Caen w pierwszych dniach operacji. Piechota wspierana była również przez intensywny ogień artylerii lądowej i okrętowej, jednak miasto pozostawało nadal w rękach niemieckich, a jego obrona była systematycznie wzmacniana przez napływające odwody Wehrmachtu. Walki o Caen przerodziły się w długotrwałą i kosztowną batalię, której rozstrzygnięcie miało fundamentalne znaczenie dla całej kampanii normandzkiej.

Niemiecka odpowiedz na inwazję

W tym samym czasie sytuacja strategiczna po stronie niemieckiej również daleka była od stabilnej. Dowództwo III Rzeszy, mimo że wciąż przekonane, iż inwazja w Normandii miała charakter pomocniczy względem spodziewanego głównego desantu w rejonie Pas-de-Calais, szybko zdało sobie sprawę ze znaczenia operacyjnego Caen. Już 7 czerwca 1944 roku feldmarszałek Erwin Rommel, dowódca Grupy Armii „B”, odbył naradę w swojej kwaterze z generałem Geyrem von Schweppenburgiem, dowódcą Panzergruppe „West”. Rommel wciąż żywił nadzieję, że możliwe będzie zepchnięcie aliantów z powrotem do morza, tym bardziej że pierwsze doniesienia mówiły o słabości sił inwazyjnych oraz ich niezdolności do opanowania portów.

W wyniku tego optymizmu Rommel wydał rozkaz przeprowadzenia natychmiastowego kontrataku z udziałem jednostek pancernych: 12. Dywizji Pancernej SS „Hitlerjugend”, elitarnej Dywizji Pancernej „Panzer Lehr” oraz wspierającej je 21. Dywizji Pancernej. Wszystkie te jednostki były podległe I. Korpusowi Pancernemu SS dowodzonemu przez SS-Oberstgruppenführera Josefa „Seppa” Dietricha. Poza 21. Dywizją Pancerną, której część była już w Normandii, pozostałe jednostki rozpoczęły marsz dopiero w późnych godzinach popołudniowych 6 czerwca. Do świtu 7 czerwca zdołały one przebyć około 60 kilometrów, jednak już od wczesnych godzin porannych padły ofiarą zmasowanych ataków alianckiego lotnictwa, które znacząco ograniczyły ich mobilność oraz spowodowały poważne straty.

>>> Czytaj także: Krótka historia II wojny światowej <<<

Tempo marszu niemieckich kolumn spadło do około 3 kilometrów na godzinę. Ostatecznie pierwsze oddziały pancerne dotarły w rejon Caen dopiero około południa 7 czerwca, co dało aliantom czas na konsolidację pozycji i przygotowanie skutecznej obrony. Dywizja „Panzer Lehr” była szczególnie narażona na ataki z powietrza. Jej dowódca, generał Fritz Bayerlein, relacjonował: „Do południa zrobiło się okropnie; każdy pojazd był okryty gałęziami; poruszały się wzdłuż żywopłotów i na pograniczu lasów. Na skrzyżowania dróg spadały bomby, przez mosty nie można było przejechać. Do końca dnia straciłem czterdzieści cystern z paliwem i dziewięćdziesiąt innych pojazdów. Miałem pięć czołgów niezdolnych do walki i unieruchomione osiemdziesiąt cztery pojazdy kołowo-gąsienicowe, ciągniki i działa samobieżne”.

12. Dywizja Pancerna SS „Hitlerjugend” również poniosła znaczące straty w wyniku alianckiej dominacji w powietrzu. 21. Dywizja Pancerna, mimo że była już obecna w rejonie operacyjnym, została tak poważnie osłabiona w początkowych walkach, że nie była zdolna do przeprowadzenia ofensywy. Raporty napływające do niemieckiego dowództwa jasno wskazywały, że jednostki Wehrmachtu nie są w stanie przełamać alianckiego frontu bez znacznego wzmocnienia. Niżsi oficerowie raportowali, iż do skutecznego kontrataku potrzeba byłoby przynajmniej trzech pełnych dywizji pancernych. Mimo to dowódca I. Korpusu Pancernego SS zdecydował się przeprowadzić atak.

Dwaj żołnierze 25. pułku grenadierów pancernych wchodzącego w skład 12. dywizji pancernej SS "Hitlerjugend" z karabinem maszynowym MG-42 w czasie walk w Normandii | Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 2-371 (domena publiczna)
Dwaj żołnierze 25. pułku grenadierów pancernych wchodzącego w skład 12. dywizji pancernej SS „Hitlerjugend” z karabinem maszynowym MG-42 w czasie walk w Normandii | Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 2-371 (domena publiczna)

Uderzenie miało zostać skierowane z rejonu Caen w stronę Lion-sur-Mer, na sektor plaży „Juno”. Operacja zakończyła się klęską: niemieckie czołgi zostały rozbite, a alianckie linie obronne pozostały nienaruszone. Był to dopiero drugi dzień inwazji, a Niemcy nie spodziewali się jeszcze, jak ciężkie walki czekają ich w nadchodzących tygodniach.

Niemieckie dowództwo nie zwlekało jednak z kolejnymi próbami ofensywy. Zdajac sobie sprawę, że czas działa na korzyść aliantów, podjęto decyzję o ponownym ataku – tym razem nocą z 7 na 8 czerwca. Celem były pozycje brytyjskiej 50. Dywizji Piechoty broniącej dostępu do plaży „Gold”. W ataku uczestniczyło około 40 czołgów, w tym 25 typu Panther, jednak także i ten atak zakończył się niepowodzeniem, mimo dużych strat po obu stronach. Jednostki alianckie – w tym kanadyjska 3. Dywizja Piechoty i brytyjska 50. Dywizja Piechoty – skutecznie odparły natarcie dzięki dobrze przygotowanym pozycjom ogniowym w żywopłotach oraz intensywnemu ostrzałowi artyleryjskiemu.

Chociaż na krótki czas linia frontu ustabilizowała się, już w południe 9 czerwca doszło do kolejnego niemieckiego natarcia. Tym razem celem był rejon miejscowości Norrey, a główną siłę uderzeniową stanowiły czołgi Panther dowodzone przez SS-Obersturmführera Rudolfa von Ribbentropa, syna ministra spraw zagranicznych III Rzeszy. Niemieckie wozy napotkały jednak na stanowczy opór kanadyjskiej 2. Brygady Pancernej, wyposażonej m.in. w czołgi Sherman Firefly z armatą 17-funtową. W starciu tym Kanadyjczycy odnieśli znaczące zwycięstwo. Jak wspominał major Tweedale, dowódca jednego z plutonów czołgów: „Nasze dziewięć Shermanów zniszczyło siedem Panther w ciągu czterech minut z odległości około 1000 metrów. Mój działonowy, Bennett, rozbił Pantherę z odległości 850 metrów pierwszym strzałem, jego drugi pocisk chybił celu, ale trafił w inną… Pantherę, zrywając jej wieżę. Każda z trafionych Panther została podziurawiona niczym sito”.

>>> Czytaj także: Mauser Kar98k – podstawowy karabinek Wehrmachtu <<<

Klęska niemieckiego natarcia pod Norrey była efektem złego przygotowania ataku – przeprowadzonego bez wsparcia artylerii i odpowiedniego rozpoznania. Jednocześnie potwierdzono skuteczność Shermanów Firefly, które dzięki silnemu uzbrojeniu, dużej mobilności, niezawodności technicznej oraz systemowi stabilizacji działa, stanowiły równorzędnego przeciwnika nawet dla Panther. Mimo tych zalet, Shermany – zwłaszcza w działaniach ofensywnych – były narażone na zniszczenie z uwagi na wysoki profil i umiarkowany pancerz, co czyniło je równie wrażliwymi na ostrzał, jak niemieckie czołgi pod Norrey.

Pomimo intensywności niemieckich ataków w dniach 7–9 czerwca, aliancka 2. Armia brytyjska zdołała odeprzeć wszystkie uderzenia i ustabilizować front. Niemniej główny cel operacji – zdobycie Caen – nadal pozostawał nieosiągnięty. Miasto, które zgodnie z planem miało zostać opanowane już 6 czerwca, wciąż pozostawało w rękach Wehrmachtu, zapowiadając dalsze, krwawe walki o kluczowy węzeł komunikacyjny w Normandii.

Brytyjscy żołnierze maszerują drogą pomiędzy żywopłotami | Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)
Brytyjscy żołnierze maszerują drogą pomiędzy żywopłotami | Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)

W czasie gdy brytyjska 2. Armia toczyła zacięte walki o Caen, amerykańska 1. Armia pod dowództwem generała Omara Bradleya prowadziła działania ofensywne w głąb półwyspu Cotentin. Główne natarcie koncentrowało się jednak na rejonie Carentan, gdzie siły amerykańskie – w szczególności 101. Dywizja Powietrznodesantowa nacierająca z rejonu plaży Utah oraz 2. Dywizja Pancerna, wyładowana na plaży Omaha – dążyły do połączenia przyczółków utworzonych podczas lądowania. Skala zaangażowanych sił była znacząco mniejsza niż na odcinku brytyjskim, lecz operacja miała kluczowe znaczenie operacyjne.

Charakterystyka terenu i specyfika niemieckiej obrony sprawiły, że walki w Normandii na odcinku amerykańskim przybrały zupełnie inny przebieg niż w sektorze brytyjskim. Główne trudności napotkane przez wojska amerykańskie nie wynikały z obecności niemieckich sił pancernych – te były nieliczne i przeważnie składały się z przestarzałych pojazdów zdobytych jeszcze w kampanii francuskiej 1940 roku – lecz z doskonale zamaskowanych oddziałów niemieckiej piechoty i grenadierów. Ukryci w gęstych żywopłotach, niemieccy żołnierze skutecznie prowadzili działania obronne, organizując zasadzki i ostrzeliwując nacierających Amerykanów w momentach, gdy ci zmuszeni byli przemieszczać się odkrytym terenem między kolejnymi bocage.

Poważnym zagrożeniem były również snajperzy, umieszczani za żywopłotami oraz niemieckie pola minowe, skutecznie dezorganizujące postęp natarcia. Choć siły amerykańskie posiadały przygniatającą przewagę w broni pancernej, czołgi typu M4 Sherman były podatne na ataki z bliska za pomocą panzerfaustów. Niemieccy piechurzy, korzystając z dogodnej osłony terenu, byli w stanie zbliżać się do pojazdów i niszczyć je przy użyciu tych skutecznych granatników przeciwpancernych.

>>> Czytaj także: Tyneham i Imber: brytyjskie wioski duchów. Kulisy przygotowań do D-Day <<<

Wspomnienia żołnierzy ilustrują brutalny charakter tych działań. Jeden z anonimowych amerykańskich żołnierzy walczących w rejonie Caumont opisywał sytuację następująco: „Wystarczy sięgnąć przez krzaki, żeby przesunąć bezpiecznik w ich Spandauach”. Walki w bocage były prowadzone z bliskiej odległości, niemal partyzanckie w charakterze, a straty wśród amerykańskich żołnierzy, szczególnie kadry oficerskiej, były bardzo wysokie.

Obraz tych zmagań doskonale oddaje relacja porucznika Sidneya Eichena z 120. Pułku Piechoty (30. Dywizja Piechoty), który po przybyciu na front spotkał weteranów z 82. Dywizji Powietrznodesantowej. „Zapytaliśmy ich: Gdzie są wasi oficerowie? Odpowiedzieli: Wszyscy nie żyją. Pytamy dalej: Kto wami teraz dowodzi? Na co jeden sierżant wystąpił i powiedział: Ja”. Eichen wspomina, jak uderzył go widok tego wyczerpanego, brudnego, nieogolonego żołnierza o przekrwionych oczach, który ledwo utrzymywał się na nogach. Zastanawiał się, czy po kilku dniach walk jego oddział również będzie tak wyglądał.

Z czasem zabroniono nawet prowadzenia rozpoznania przez pojedyncze patrole, ponieważ za każdym żywopłotem mogła czaić się śmierć. Każde pole, każdy zagajnik musiał być zdobywany poprzez frontalny atak z udziałem większych sił. Walki prowadzono o każdy fragment terenu, a ich intensywność i brutalność dobrze ilustrują wspomnienia szeregowego Arthura „Dutch” Schulza z 505. Pułku Spadochronowego (82. DPD), który relacjonował wydarzenia z 9 czerwca pod Montebourgiem: „Przebiegłem obok rannego niemieckiego żołnierza leżącego przy żywopłocie. Był bardzo przerażony i wołał o pomoc. Przystanąłem i odwróciłem się. Mój przyjaciel podszedł, przyłożył lufę karabinu do jego czoła i pociągnął za spust. Nawet nie mrugnął okiem”.

Zniszczony brytyjski czołg Cromwell w Villers-Bocage | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-494-3376-18A / Zwirner / CC-BY-SA 3.0
Zniszczony brytyjski czołg Cromwell w Villers-Bocage | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-494-3376-18A / Zwirner / CC-BY-SA 3.0

Pomimo niezwykle trudnych warunków terenowych oraz silnego i zdeterminowanego oporu przeciwnika, amerykańscy dowódcy kontynuowali natarcie. Celem strategicznym była kontrola nad portem morskim umożliwiającym rozładunek dużych konwojów zaopatrzeniowych – co mogłoby w znacznym stopniu usprawnić aliantom logistykę oraz dostawy dla całego frontu zachodniego. Determinacja, liczebna przewaga i skuteczne wsparcie ogniowe sprawiły, że mimo strat i zaciekłego oporu, postępy Amerykanów były konsekwentne i systematyczne.

Działania lotnicze sił alianckich po zakończeniu operacji „Neptun” przebiegały bez istotnych zakłóceń. Na nowo zdobytych terenach w Normandii alianckie jednostki inżynieryjne przystąpiły do intensywnej rozbudowy infrastruktury lotniskowej, tworząc sieć lotnisk polowych umożliwiających skuteczne operowanie zarówno lotnictwu strategicznemu, jak i taktycznemu. Współpraca lotnictwa z wojskami lądowymi osiągnęła wysoki stopień koordynacji – maszyny szturmowe i bombowe udzielały nieprzerwanego wsparcia jednostkom walczącym na froncie, skutecznie ograniczając mobilność i zdolność koncentracji niemieckich oddziałów.

>>> Czytaj także: Bitwa pod Zboiskami – ostatnie zwycięstwo „czarnych diabłów” płk. Maczka <<<

Na długo przed rozpoczęciem właściwego desantu, alianci przeprowadzili systematyczną kampanię powietrzną, której celem było sparaliżowanie niemieckiego systemu transportowego oraz odcięcie jednostek Wehrmachtu stacjonujących poza Normandią od możliwości szybkiego przerzutu. Skutki tych działań okazały się długofalowe – zniszczenia infrastruktury kolejowej, dróg oraz magazynów zaopatrzeniowych w regionie Pas-de-Calais i północnej Francji znacznie opóźniły ruch wojsk niemieckich w kierunku rejonu inwazji. Przykładem tego opóźnienia jest przypadek elitarnej dywizji Panzer Lehr, która – osłabiona nalotami i trudnościami logistycznymi – dotarła w rejon Caen dopiero 9 czerwca 1944 roku, czyli trzy dni po rozpoczęciu operacji „Overlord”.

Pomimo strat, Panzer Lehr nadal przedstawiała znaczną wartość bojową. Podjęta przez nią kontrofensywa, podobnie jak wcześniejsze próby przełamania frontu przez siły niemieckie, zakończyła się jednak niepowodzeniem. Czołgi i piechota zgrupowania pod dowództwem gen. Fritza Bayerleina zbliżyły się do pozycji alianckich w okolicach Ellon i Norrey, gdzie natrafiły na przygotowaną obronę brytyjskiej 56. Brygady Piechoty. Wybuchły zacięte walki pozycyjne.

Przebieg kontrataku pod Norrey opisał później w swoich wspomnieniach sierżant Morawetz z 3. Kompanii Pancernej SS, 12. Dywizji Pancernej SS „Hitlerjugend”: „W powietrzu nie było niemal żadnych alianckich samolotów, co wcześniej po południu było normą. Poruszaliśmy się zwartym szykiem na otwartym terenie – łąkach i polach. W pewnym momencie nastąpiła eksplozja – jakby urwała się gąsienica. Nagle z naszego włazu buchnęły płomienie. Czołg stojący obok stracił wieżę. W moim pojeździe zaczęło się palić, a kanonier Paul Veith, siedzący naprzeciwko mnie, nie dawał oznak życia. Gdy opuściłem czołg, zobaczyłem kolejne płonące maszyny i poparzonych członków załóg. Cały teren znalazł się pod ciężkim ostrzałem brytyjskiej piechoty.”

Czołgi Panzer IV należące do 12. Dywizji Pancernej SS „Hitlerjugend” | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-297-1740-19A / Kurth / CC-BY-SA 3.0
Czołgi Panzer IV należące do 12. Dywizji Pancernej SS „Hitlerjugend” | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-297-1740-19A / Kurth / CC-BY-SA 3.0

Pomimo poniesienia znacznych strat osobowych i sprzętowych, oddziały niemieckie zdołały przejściowo opanować Ellon. Sukces ten okazał się jednak krótkotrwały – wkrótce Niemcy zostali poddani silnemu ostrzałowi artyleryjskiemu, po czym brytyjskie siły lądowe, wspierane przez 8. Brygadę Pancerną, przystąpiły do kontrnatarcia. W odpowiedzi Niemcy zaangażowali w rejon walk większość sił dywizji Panzer Lehr oraz dodatkowe oddziały grenadierów pancernych, co doprowadziło do eskalacji walk o Ellon i jego okolice.

W tym dniu po raz pierwszy wszystkie trzy dywizje podległe gen. Seppowi Dietrichowi – w tym 12. Dywizja Pancerna SS – zaangażowały się w pełnoskalowe działania ofensywne, wykorzystując większość dostępnych środków, w tym siły pancerne. Mimo iż udało się utrzymać kontrolę nad miasteczkiem, skala strat, intensywność ognia artyleryjskiego oraz determinacja brytyjskich oddziałów wskazywały na zbliżającą się wielką ofensywę aliancką, wspieraną przez nieustannie rosnące siły zasilające front przez przyczółki desantowe.

Walki o Ellon ukazały krytyczne osłabienie potencjału niemieckich jednostek pancernych. Straty nie były rekompensowane przez adekwatne uzupełnienia, co w dłuższej perspektywie skazywało niemiecką obronę na stopniową erozję w obliczu wzrastającej presji ze strony aliantów.

>>> Czytaj także: Zatrzymać niemiecką dywizję. Natarcie ułanów pod Kasiną Wielką <<<

Niemieckie przewidywania dotyczące kierunku i charakteru dalszych działań alianckich okazały się trafne. Już 11 czerwca 1944 roku rozpoczęła się operacja „Perch”, której głównym celem było związanie walką jak największej liczby niemieckich oddziałów w rejonie Caen. Zamiarem dowództwa alianckiego było uniemożliwienie Niemcom przerzucenia odwodów przeciwko amerykańskim związkom pancernym, które przygotowywały się do przeprowadzenia głębokiego natarcia w swoim sektorze operacyjnym.

W rzeczywistości jednak ciężkie walki rozpoczęły się już dzień wcześniej – 10 czerwca – gdy wojska brytyjskie podjęły działania mające na celu przygotowanie terenu pod przyszłą ofensywę. Szczególnie zacięte starcia toczyły się o miejscowość Rots. Wspomnienia starszego sierżanta Wohlgemuta z 12. Dywizji Pancernej SS „Hitlerjugend” przedstawiają drastyczny obraz tych wydarzeń: „Na ulicach [Rots] trwały ciężkie walki. Ulice były dosłownie usłane ciałami poległych i rannych. Większość z nich to Anglicy. Nagle w ramach wsparcia zjawiła się Pantera. Widok Pantery, która torowała sobie drogę do skrzyżowania, miażdżąc zabitych i rannych, był okropny. Na wąskich ulicach okolonych murami nie było, dokąd uciekać. Z pomocą Pantery rozpoczęliśmy kontratak.”

Niemieckie czołgi Tygrys ukryte przed alianckim lotnictwem | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-721-0364-06 / Vennemann, Wolfgang / CC-BY-SA 3.0
Niemieckie czołgi Tygrys ukryte przed alianckim lotnictwem | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-721-0364-06 / Vennemann, Wolfgang / CC-BY-SA 3.0

Zdecydowana i agresywna postawa sił niemieckich skoncentrowanych wokół Caen skłoniła dowódcę 21. Grupy Armii, generała Bernarda Montgomery’ego, do zasadniczej korekty planu operacyjnego. Wobec rosnących trudności, jakie napotykała brytyjska 2. Armia w bezpośrednim szturmie na Caen, Montgomery uznał za konieczne przeprowadzenie działań osłonowych, które miały odciążyć amerykańską 1. Armię generała Omara Bradleya i ułatwić jej przełamanie niemieckiej obrony w rejonie zachodnim.

Zgodnie z nową koncepcją, siły brytyjskie – wspierane przez komponent lotniczy oraz okręty Royal Navy (w tym pancernik i dwa krążowniki) – miały przeprowadzić uderzenie na zachód od Caen, sforsować rzekę Odon i zdobyć strategicznie położone wzgórza dominujące nad miejscowością Évrecy. Kluczowym celem operacji było również odwrócenie niekorzystnej sytuacji operacyjnej wschodniej Normandii oraz obejście Caen od południowego zachodu, przy jednoczesnej próbie zdobycia miasta manewrem flankowym. W tym kontekście Montgomery planował przeprowadzenie manewru „lewym sierpowym” – uderzenia 7. Dywizji Pancernej („Desert Rats”) w kierunku Villers-Bocage.

Rozpoczęcie brytyjskiego natarcia poprzedziło intensywne przygotowanie artyleryjskie. Od godziny 5:00 przez 45 minut artyleria wszystkich kalibrów prowadziła skoncentrowany ostrzał niemieckich pozycji obronnych. Bezpośrednio po zakończeniu ostrzału do ataku ruszyły siły pancerne i piechota brytyjska. Na głównym kierunku natarcia 7. Dywizji Pancernej oraz 50. Dywizji Piechoty znalazły się między innymi oddziały dywizji Panzer Lehr, które odegrały istotną rolę w oporze stawianym przez siły niemieckie w tym sektorze frontu.

>>> Czytaj także: Bitwa pod Hannut-Gembloux – pierwsza klęska Panzerwaffe <<<

Brytyjczycy wielokrotnie podejmowali próby przełamania niemieckich linii obronnych, każdorazowo poprzedzając natarcie intensywnym przygotowaniem artyleryjskim oraz wsparciem lotniczym. Mimo zaciętych, trwających cały dzień walk, ataki te nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Niemieckie pozycje, choć silnie ostrzelane i częściowo nadwerężone, nadal stawiały skuteczny opór, w czym istotną rolę odegrały czołgi Panzerkampfwagen V „Panther”, których obecność znacząco zwiększała siłę obrony.

Tego dnia jednak alianci odnieśli jeden z bardziej spektakularnych sukcesów taktycznych – lotnictwo Royal Air Force przeprowadziło precyzyjny nalot na stanowisko dowodzenia Grupy Pancernej „Zachód” zlokalizowane we wsi La Caine na południowy zachód od Caen. Atak ten przyniósł poważne straty personalne – zginęło siedemnastu oficerów, w tym szef sztabu grupy generałmajor Rudolf Eduard von Dawans oraz oficer łącznikowy I Korpusu Pancernego SS, SS-Hauptsturmführer Wilhelm Beck. Sam dowódca Grupy Pancernej, generał porucznik Leo Geyr von Schweppenburg, został ranny. Bombardowanie doprowadziło do całkowitej dezorganizacji procesu dowodzenia niemieckimi jednostkami pancernymi i zmusiło sztab do odwołania planowanego nocnego kontrataku.

Czołg Cromwell oraz samochód Jeep Willys mijają opuszczone niemieckie działo przeciwpancerne 88 mm | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)
Czołg Cromwell oraz samochód Jeep Willys mijają opuszczone niemieckie działo przeciwpancerne 88 mm | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)

Analiza sytuacji dokonana przez niemieckie dowództwo wykazała, że siły pozostające w ich dyspozycji nie są już w stanie prowadzić skutecznych działań ofensywnych. Zdawano sobie sprawę, iż alianckie jednostki są systematycznie wzmacniane, podczas gdy niemieckie zasoby ulegały szybkiemu wyczerpaniu. Nie istniały już realne możliwości zepchnięcia aliantów do morza, nawet w wybranych sektorach frontu. Straty ponoszone przez oddziały niemieckie, zarówno w rejonie operacyjnym brytyjskiej 2. Armii, jak i amerykańskiej 1. Armii, były dramatyczne. Brak paliwa i amunicji, coraz większe braki kadrowe oraz niemal całkowity paraliż łączności radiowej (spowodowany zniszczeniem sprzętu przez lotnictwo alianckie) doprowadziły do pogłębiającego się chaosu. Konwoje z zaopatrzeniem zmuszone były do korzystania z okrężnych tras, narażonych na ataki z powietrza, bowiem większość węzłów komunikacyjnych została zbombardowana, a alianci uzyskali pełną dominację w powietrzu. W kolejnych tygodniach jakikolwiek transport dzienny stał się niemożliwy – alianckie lotnictwo natychmiast niszczyło pojazdy poruszające się po drogach. Niemieckie wojska lądowe zostały praktycznie pozbawione wsparcia z powietrza, ponieważ Luftwaffe na terytorium Francji uległo de facto likwidacji jako siła bojowa.

Wobec zaistniałej sytuacji sztab Grupy Armii „B” pod dowództwem feldmarszałka Erwina Rommla – po konsultacji z Głównodowodzącym Frontem Zachodnim, feldmarszałkiem Gerdem von Rundstedtem – podjął decyzję o zaprzestaniu wszelkich działań ofensywnych i przejściu do strategicznej obrony na całej długości frontu.

>>> Czytaj także: Wyzwolenie Lubelszczyzny po rosyjsku – „gorące” lato i jesień 1944 roku <<<

Sytuacja Niemców pogarszała się z dnia na dzień. Już 11 czerwca brytyjska 2. Armia rozpoczęła kolejną ofensywę. W kierunku Caen ruszyły oddziały 7. Dywizji Pancernej („Desert Rats”) oraz 8. Brygady Pancernej. Atak został poprzedzony intensywnym ostrzałem artyleryjskim. Na głównej osi natarcia ponownie znalazła się mocno wyczerpana walkami dywizja Panzer Lehr, wsparta jednak przez 12. Dywizję Pancerną SS „Hitlerjugend” oraz jednostki piechoty. Pomimo wysiłków, alianci nie osiągnęli wyznaczonych celów, choć udało im się częściowo osłabić przeciwnika.

W kolejnych dniach kontynuowano ataki w podobnym schemacie. Rankiem 12 czerwca, po nocnych przegrupowaniach, brytyjskie siły ponownie ruszyły do natarcia, jednak wskutek źle skoordynowanego użycia sił pancernych i piechoty ofensywa zakończyła się niepowodzeniem – alianci utracili blisko 40 czołgów i zostali zmuszeni do wycofania się na pozycje wyjściowe. Brytyjscy dowódcy dopuścili się błędów taktycznych – ataki czołgów prowadzono bez należytego wsparcia piechoty, w rozproszeniu, co umożliwiało Niemcom skuteczne przeciwdziałanie. Zastosowanie klasycznego klina pancernego mogłoby – zdaniem niektórych analityków – znacząco zwiększyć skuteczność działań.

Mimo ograniczonych sukcesów taktycznych, brytyjskie natarcia spełniały swój cel strategiczny. Zgodnie z zamierzeniem Montgomery’ego, walki w rejonie Caen wiązały coraz większe siły niemieckie, głównie oddziały pancerne i zmotoryzowane, odciągając je od sektora amerykańskiego. Już 12 czerwca do rejonu operacyjnego brytyjsko-kanadyjskich wojsk przybyły elementy 17. Dywizji Grenadierów Pancernych SS „Götz von Berlichingen” oraz 101. Batalion Czołgów Ciężkich SS, który został wcielony w struktury 12. Dywizji Pancernej SS „Hitlerjugend”. Była to jednostka o szczególnej wartości bojowej – dysponowała kilkunastoma czołgami typu Tiger I (PzKpfw VI), a jej załogi składały się w dużej mierze z doświadczonych, wyszkolonych i zdeterminowanych żołnierzy.

Kompania Wittmanna, 7 czerwca 1944 roku, w drodze do Morgny. Wittmann stoi w wieży Tygrysa o numerze taktycznym 205 | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-299-1804-07 / Scheck / CC-BY-SA 3.0
Kompania Wittmanna, 7 czerwca 1944 roku, w drodze do Morgny. Wittmann stoi w wieży Tygrysa o numerze taktycznym 205 | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-299-1804-07 / Scheck / CC-BY-SA 3.0

Niefortunnie dla aliantów, silne uderzenie wyprowadzone przez 7. Dywizję Pancerną w nowym kierunku padło właśnie na pozycje zajmowane przez 101. Batalion Czołgów Ciężkich SS. Walki o Villers-Bocage, które rozgorzały tego dnia, były niezwykle dynamiczne i zaskakujące. Natarcie brytyjskie zostało skutecznie powstrzymane, a cała niemiecka grupa operująca wokół Caen została tym samym uchroniona przed oskrzydleniem i koniecznym odwrotem.

Szczególną rolę odegrał SS-Obersturmführer Michael Wittmann, dowódca 2. kompanii batalionu „Tygrysów”. W spektakularnym rajdzie czołgowym zniszczył on liczne pojazdy brytyjskie, skutecznie zatrzymując natarcie. W ocenie historyka Chestera Wilmota: „I tak oto owoce pierwszych sukcesów, z których mogło się urodzić wspaniałe zwycięstwo, zostały zaprzepaszczone. Oddziały Erskine’a [dowódcy 7. DPanc.] nie poniosły już żadnej porażki, ale klęska zadana przez jednego tylko Tygrysa była upokarzająca.” („The Struggle for Europe”).

Walki w rejonie Caen – trwające od pierwszych dni inwazji aż po zamknięcie kotła pod Falaise – były jednym z najważniejszych i najcięższych pojedynków pancernych II wojny światowej, stanowiących istotny element kampanii normandzkiej.

Amerykańska ofensywa na półwyspie Cotentin

W czasie gdy jednostki pancerne i piechota 2. Armii brytyjskiej toczyły intensywne walki z niemieckimi formacjami Panzerwaffe w rejonie Caen, 1. Armia amerykańska pod dowództwem gen. Omara Bradleya stopniowo, lecz systematycznie przełamywała linie obronne przeciwnika. Do działań wprowadzona została w pełnym składzie 2. Dywizja Pancerna (2nd Armored Division), co istotnie wzmocniło impet amerykańskich natarć i pozwoliło utrzymać ciągłość ofensywy.

Siły niemieckie w sektorze operacyjnym 1. Armii Stanów Zjednoczonych były znacznie słabsze niż w rejonie Caen. Oprócz ograniczonego wsparcia w postaci kilkudziesięciu dział szturmowych należących do 17. Dywizji Grenadierów Pancernych SS „Götz von Berlichingen” dowodzonej przez SS-Brigadeführera i Generalmajora Waffen-SS Wernera Ostendorffa, Niemcy dysponowali głównie lekkimi formacjami piechoty. Brak nowoczesnego komponentu pancernego w sposób oczywisty wpływał na ich zdolność do prowadzenia skutecznej obrony.

Amerykańscy spadochroniarze w niemieckich samochodzie Kübelwagen. Okolice Carentan | Źródło: US Army (domena publiczna)
Amerykańscy spadochroniarze w niemieckich samochodzie Kübelwagen. Okolice Carentan | Źródło: US Army (domena publiczna)

Działania 1. Armii amerykańskiej, mimo braku spektakularnych momentów przełomowych charakterystycznych dla frontu brytyjskiego, były konsekwentne i nieprzerwane. Tocząc ciężkie walki w terenach bocznych i silnie zalesionych – określanych przez żołnierzy mianem „zielonego piekła” – oddziały amerykańskie systematycznie poszerzały przyczółek i kierowały się ku strategicznie położonemu Carentan. Generał Bradley, zdając sobie sprawę z jego znaczenia, deklarował pełne wsparcie dla jednostek natarcia – włącznie z możliwością zbombardowania miasta masowym nalotem strategicznym, jeśli sytuacja takowego wymagałaby.

Carentan zostało zdobyte po zaciętych walkach 13 czerwca 1944 roku. Już następnego dnia Niemcy podjęli próbę odzyskania miasta, rzucając do kontrataku siły spadochronowe wspierane przez pododdziały 17. Dywizji Grenadierów Pancernych oraz działa szturmowe. Miasto było jednak dobrze bronione przez przeważające siły amerykańskie, w tym większość 101. Dywizji Powietrznodesantowej oraz niemal całe zgrupowanie pancerne „Combat Command A” 2. Dywizji Pancernej. Kontratak niemiecki został szybko powstrzymany, a siły przeciwnika wycofały się, ponosząc straty. Ostatecznie, 14 czerwca 1944 roku Carentan wraz z jego przedmieściami znalazł się w pełni pod kontrolą aliantów.

>>> Czytaj także: Operacja Stösser – ostatni niemiecki desant spadochronowy w czasie II wojny światowej <<<

Podczas walk o Carentan żołnierze 101. Dywizji Powietrznodesantowej, znanej jako „Krzyczące Orły”, zaprezentowali się jako formacja o wyjątkowej determinacji, dyscyplinie i waleczności. Na szczególną uwagę zasługuje wyczyn podpułkownika Roberta Cole’a, dowódcy 3. batalionu 502. Pułku Piechoty Spadochronowej. W dniu 11 czerwca poprowadził on około 250 żołnierzy przez długą, odsłoniętą groblę w kierunku mostu na rzece Douve, pod silnym ostrzałem niemieckich moździerzy i karabinów maszynowych. Mimo poniesionych strat, spadochroniarzom udało się dotrzeć do niemieckich pozycji i rozstrzygnąć starcie w walce wręcz. Następnie, za mostem, nawiązano kontakt z żołnierzami 29. Dywizji Piechoty, którzy przesuwali się z plaży „Omaha”, tym samym zapewniając trwałe połączenie między przyczółkami amerykańskimi. Za ten czyn ppłk Cole został pośmiertnie odznaczony Medalem Honoru jako pierwszy żołnierz 101. Dywizji Powietrznodesantowej wyróżniony tym najwyższym amerykańskim odznaczeniem wojskowym.

Po zdobyciu Carentan siły amerykańskie podjęły próbę pościgu za wycofującymi się w tym sektorze oddziałami niemieckimi. Natarcie zostało jednak szybko zahamowane przez gęstą sieć bocznych dróg, naturalnych przeszkód w postaci żywopłotów charakterystycznych dla krajobrazu Normandii (tzw. bocage), a także przez dobrze zorganizowane niemieckie jednostki osłonowe.

W tym okresie ugrupowanie 1. Armii gen. Bradleya uległo de facto podziałowi na dwa główne zgrupowania operacyjne. Jedno z nich prowadziło działania ofensywne wzdłuż doliny rzeki Vire w kierunku miasta Saint-Lô, zabezpieczając zarazem południową i zachodnią flankę przyczółku normandzkiego. Drugie zgrupowanie koncentrowało się na operacji zaczepnej zmierzającej do zdobycia Cherbourga – kluczowego portu morskiego na Półwyspie Cotentin, niezbędnego do zabezpieczenia zaopatrzenia dla aliantów. Walki o Cherbourg charakteryzowały się dużą intensywnością i wiązały się z wysokimi stratami po stronie amerykańskiej.

Zdjęcie lotnicze pokazujące normandzkie bocage na półwyspie Cotentin | Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)
Zdjęcie lotnicze pokazujące normandzkie bocage na półwyspie Cotentin | Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)

W międzyczasie, 14 czerwca 1944 roku, dowództwo niemieckie podjęło próbę lokalnej kontrofensywy w rejonie Villers-Bocage. Niemcy przypuścili silny atak z trzech kierunków na pozycje uprzednio wywalczone przez 7. Dywizję Pancerną. Natarcie grenadierów pancernych załamało się w odległości około 350 metrów od stanowisk brytyjskiej artylerii. W relacji Arthura H. Markhama, kwatermistrza baterii G 5. Pułku Królewskiej Artylerii Konnej, czytamy: „Ponieśliśmy ciężkie straty, ponieważ nasze ugrupowanie obronne było bardzo zwarte – jeden pojazd przypadał na niespełna osiem metrów kwadratowych. Najpierw nadleciał pocisk amerykański, co było demoralizujące, a zaraz potem rozpoczął się niemiecki ostrzał. Otrzymaliśmy meldunek, że niemiecka piechota szykuje się do ataku – dzielił nas od niej dystans niecałego kilometra. Gdy tylko pojawili się na otwartym terenie, nasze działa otworzyły ogień granatami odłamkowymi, co skutecznie zatrzymało ich postęp”.

Mimo ciężkich strat własnych, brytyjskie siły zdołały zniszczyć kilka czołgów typu Panther. Starcie to charakteryzowało się dużą intensywnością ognia na krótkich dystansach – brytyjskie czołgi otworzyły ogień z bardzo małej odległości, tracąc jedynie trzy pojazdy. W nocy Niemcy ponowili atak, używając czołgów Tiger oraz wspierających ich grenadierów. Tym razem również nie zdołali przełamać alianckich pozycji, lecz wycofali się w sposób uporządkowany, nie ponosząc znacznych strat.

W drugiej połowie czerwca niemieckie dowództwo przystąpiło do bilansu dotychczasowych działań w Normandii. Straty okazały się bardzo poważne – przykładowo 12. Dywizja Pancerna SS „Hitlerjugend” utraciła około 1300 żołnierzy oraz 90 czołgów, w tym blisko 40 nowoczesnych PzKpfw V Panther. Choć Niemcy zdołali zniszczyć pewną liczbę alianckich pojazdów, ogólny bilans nie dawał podstaw do optymizmu. Wizja zniszczenia sił inwazyjnych coraz wyraźniej oddalała się, a operacja obronna Wehrmachtu na froncie zachodnim zaczynała przyjmować charakter działań opóźniających wobec rosnącej przewagi materiałowej aliantów.

>>> Czytaj także: Typologia karabinów maszynowych – od I wojny światowej do współczesności <<<

W okresie względnego uspokojenia sytuacji na froncie niemieckim, siły amerykańskie skonsolidowały swoje pozycje w rejonie Saint-Lô oraz dokonały skutecznego przecięcia Półwyspu Cotentin, zajmując m.in. miejscowość Barneville. Jednocześnie kontynuowano intensywne działania mające na celu rozwiązanie problemu, który stanowiła gęsta sieć normandzkich żywopłotów (bocage), znacznie ograniczających mobilność wojsk pancernych i piechoty.

W odpowiedzi na te trudności, amerykańscy inżynierowie polowi opracowali innowacyjne rozwiązanie w postaci montowanych z przodu kadłubów czołgów średnich M4 „Sherman” stalowych lemieszy, które umożliwiały fizyczne rozrywanie lub przecinanie nasypów ziemno-roślinnych. Czołgi wyposażone w tego typu urządzenia określano potocznie mianem „nosorożców” (Rhino tanks). Rozwiązanie to znacznie poprawiło możliwości manewrowe sił pancernych w terenie silnie pofałdowanym i zalesionym, jednak jego zastosowanie na szerszą skalę napotkało ograniczenia wynikające z niedoborów materiałowych – zwłaszcza odpowiednio hartowanej stali.

Amerykański M4 Sherman zamontowanymi dodatkowymi stalowych lemieszy do usuwania żywopłotów | Źródło: U.S. National Archives and Records Administration (domena publiczna)
Amerykański M4 Sherman zamontowanymi dodatkowymi stalowych lemieszy do usuwania żywopłotów | Źródło: U.S. National Archives and Records Administration (domena publiczna)

Wobec niewystarczającej liczby „nosorożców”, amerykańskie dowództwo próbowało wdrożyć alternatywną metodę polegającą na wykorzystaniu pododdziałów saperskich do wysadzania przejść w żywopłotach przy pomocy materiałów wybuchowych. Rozwiązanie to szybko okazało się wysoce niepraktyczne: jak wynika z danych operacyjnych, do oczyszczenia zaledwie dwóch kilometrów drogi konieczne było zużycie około 17 ton materiałów wybuchowych, co czyniło całą koncepcję wysoce nieefektywną logistycznie i nieopłacalną taktycznie.

Kolejną z testowanych innowacji było wyposażenie czołgów „Sherman” w dwie stalowe rury wspierane kątownikami, przyspawane do przedniej płyty kadłuba. Pojazd miał za zadanie wbić się w nasyp żywopłotu, a następnie wycofać, pozostawiając dwa otwory, w które saperzy umieszczali pociski artyleryjskie kalibru 105 mm. Ich zdalna detonacja tworzyła wystarczająco szerokie przejście dla kolumn pancernych. Choć rozwiązanie to okazało się technicznie skuteczne, nie nadawało się do zastosowania masowego ze względu na czasochłonność całej procedury i wysokie ryzyko dla obsługujących je załóg.

W efekcie amerykańscy żołnierze przystąpili do adaptowania zdobycznych niemieckich zapór przeciwdesantowych oraz przeciwczołgowych. Przerabiano je na prowizoryczne zderzaki czołgowe, które umożliwiały forsowanie żywopłotów poprzez fizyczne ich rozrywanie. I to rozwiązanie okazało się jednak tymczasowe, ograniczone dostępnością odpowiednich elementów.

Przełom nastąpił dopiero w lipcu 1944 roku, kiedy to rozpoczęto seryjne montowanie na czołgach specjalnych stalowych konstrukcji w formie czterech masywnych zębów przypominających kły, przymocowanych do przedniej płyty kadłuba. Dzięki nim czołgi były w stanie samodzielnie taranować i rozdzierać nasypy żywopłotów bez konieczności wsparcia inżynieryjnego. Metoda ta okazała się nie tylko skuteczna, ale również możliwa do wdrożenia na szeroką skalę. W ten sposób armia amerykańska zdołała przezwyciężyć jedną z największych barier terenowych, które w pierwszych tygodniach kampanii normandzkiej poważnie ograniczały tempo operacyjne i swobodę manewru.

Cel – Cherbourg

W dniach od 12 do 19 czerwca 1944 roku trzy dywizje amerykańskie prowadziły zacięte działania ofensywne wzdłuż wschodniego wybrzeża półwyspu Cotentin, kierując się w stronę Cherbourga – głównego portu Normandii. Szczególnie ciężkie walki toczyły się w rejonie Montebourga, strategicznego punktu oporu Wehrmachtu, stanowiącego klucz do przełamania niemieckiej obrony i otwarcia drogi do miasta-portu. Po przełamaniu linii niemieckich i systematycznym wypieraniu przeciwnika z pozycji obronnych, 22 czerwca 1. Armia amerykańska przystąpiła do decydującego natarcia na Cherbourg.

Obroną miasta kierował gen. Karl-Wilhelm von Schlieben, który – zgodnie z osobistym rozkazem Adolfa Hitlera – zobowiązany był bronić portu „do ostatniego żołnierza”. Mimo niesprzyjającej sytuacji taktycznej, niemieckie garnizony zostały zmuszone do pozostania na pozycjach i podjęcia walki w warunkach przewagi ogniowej przeciwnika.

Żołnierze amerykańscy podczas walk ulicznych w Cherbourgu | Źródło: US Army (domena publiczna)
Żołnierze amerykańscy podczas walk ulicznych w Cherbourgu | Źródło: US Army (domena publiczna)

Szturm amerykański, prowadzony przez VII Korpus gen. Josepha Lawtona Collinsa, poprzedzony został intensywnym przygotowaniem ogniowym. W ataku wzięło udział m.in. dziesięć eskadr samolotów myśliwskich i szturmowych typu P-51 „Mustang” oraz Hawker „Typhoon”, jak również 387 średnich bombowców należących do 9. Zgrupowania Lotnictwa Taktycznego USAF. Mimo skali bombardowania, niemieckie oddziały nie uległy panice i stawiły zorganizowany opór. Rozkaz dowództwa zakazywał odwrotu pod groźbą natychmiastowego wykonania kary śmierci – jednak pomimo tych drastycznych środków dyscyplinujących, walki o Cherbourg nie przeciągnęły się długo.

Cennym źródłem do rekonstrukcji charakteru walk na półwyspie Cotentin są wspomnienia amerykańskich żołnierzy. Major Herman z 39. Pułku Piechoty należącego do 9. Dywizji Piechoty tak opisywał szturm na Fort Octeville: „Uderzyliśmy na Fort Octeville. Ogień zaporowy początkowo przygniótł nas do ziemi, lecz wkrótce dało się dostrzec ludzi podnoszących się i biegnących jak przerażone króliki w stronę fortu. Musieliśmy odwołać naszą artylerię – działa wstrzeliły się zbyt blisko pozycji kompanii G, rozbijając jej pluton. Sytuacja wyglądała dramatycznie. Czołgi wsparcia zawróciły. Z sierżantem Maachim czołgaliśmy się pod intensywnym, lecz niecelnym ogniem karabinów maszynowych w stronę celu, który nagle wyłonił się przed nami niczym Grand Central Station. Nie pamiętam dokładnie, co wydarzyło się dalej. Mieliśmy dwie bazooki i około 600 jardów do fortu, gdy natknęliśmy się na niemiecki posterunek. Przyklęknąłem, by otworzyć ogień z pistoletu maszynowego, kiedy zostałem trafiony serią w prawy bok. Rzuciłem się biegiem w stronę bunkra, cały czas prowadząc ogień. Nagle coś wyrwało mi broń z rąk, rozrywając mięśnie przedramienia – na szczęście bez uszkodzenia kości. Koledzy powiedzieli później, że padłem bezwładnie do rowu.”

>>> Czytaj także: Legendarne motocykle II wojny światowej <<<

Relacja majora Hermana, choć subiektywna i nacechowana dramatyzmem, doskonale ilustruje warunki walk miejskich oraz determinację żołnierzy alianckich zmuszonych do działania w chaosie bitewnym i przy silnym oporze nieprzyjaciela. Walki o Cherbourg, zakończone kapitulacją niemieckiego garnizonu 26 czerwca 1944 roku, stanowiły przełomowy moment w kampanii normandzkiej – zapewniając aliantom strategiczny port niezbędny do utrzymania ciągłości zaopatrzenia dla dalszych operacji ofensywnych na kontynencie.

W dniu 26 czerwca 1944 roku generał Karl-Wilhelm von Schlieben został wzięty do niewoli przez żołnierzy amerykańskiej 9. Dywizji Piechoty, należącej do 1. Armii gen. Mantona S. Eddy’ego. Niedługo później jednostki amerykańskiej piechoty szturmem zajęły teren portu w Cherbourgu, lecz zastały jedynie zniszczone i unieruchomione urządzenia portowe – zniszczenia te były wynikiem planowej akcji sabotażowej przeprowadzonej przez wycofujące się oddziały niemieckie. Ostatni zorganizowany opór w samym mieście – skoncentrowany w dzielnicy portowej, której obroną kierował komandor Walter Hennecke (błędnie utożsamiany czasem z komandorem „Wittem”) – ustał ostatecznie 27 czerwca.

Odbudowa infrastruktury portowej trwała równo sześć tygodni, co opóźniło możliwość pełnego wykorzystania Cherbourga jako punktu przeładunkowego dla alianckich sił ekspedycyjnych. Niemniej jednak Amerykanie uznali zdobycie miasta za sukces strategiczny. Ujęcie około 20 tysięcy jeńców niemieckich, zabezpieczenie północnej flanki oraz możliwość skoncentrowania działań ofensywnych na jednym froncie stanowiły wymierne korzyści operacyjne.

Niemieccy jeńcy wojenni wzięci do niewoli w Cherbourgu | Źródło: US Army (domena publiczna)
Niemieccy jeńcy wojenni wzięci do niewoli w Cherbourgu | Źródło: US Army (domena publiczna)

Mimo że większość regionu Cotentin znajdowała się już pod kontrolą aliantów, wciąż trwały sporadyczne walki – do 30 czerwca twardy opór utrzymywały jeszcze niemieckie jednostki broniące skalistego przylądka Cap de la Hague, położonego na północno-zachodnim krańcu półwyspu. Ich kapitulacja nie miała jednak większego wpływu na ogólną sytuację strategiczną.

Należy podkreślić, że sukcesy wojsk amerykańskich na zachodnim skrzydle frontu normandzkiego były możliwe także dzięki działaniom wojsk brytyjskich i kanadyjskich na wschodzie. Choć ich postępy oceniano jako powolne, to właśnie ich uporczywe ataki oraz utrzymywanie pozycji wiązały znaczne siły niemieckie, uniemożliwiając Wehrmachtowi skuteczne przerzuty odwodów.

Z wojskowego punktu widzenia marszałek Bernard Law Montgomery zrealizował założone cele operacyjne, lecz jego wcześniejsze deklaracje dotyczące szybkiego zdobycia Caen – miasta planowanego do zajęcia już w dniu lądowania – obróciły się przeciwko niemu. Gdy miasto pozostawało nadal w rękach niemieckich, prasa w krajach alianckich coraz głośniej domagała się jego zdobycia, wywierając presję na dowództwo.

Mimo nieustannych prób przełamania niemieckiej obrony, 2. Armia brytyjska, znacznie osłabiona wcześniejszymi walkami, nie była w stanie osiągnąć zamierzonego celu. Przez ponad trzy tygodnie żołnierze brytyjscy i kanadyjscy odpierali silne kontrataki niemieckie oraz prowadzili ograniczone działania zaczepne. Walki te doprowadziły do poważnego wyczerpania sił alianckich na tym odcinku frontu.

Sytuację dodatkowo komplikowało przybycie znacznych sił niemieckich, w tym elementów 2. Dywizji Pancernej Wehrmachtu (których pododdziały dotarły w rejon Villers-Bocage już 13 czerwca), a także kilku elitarnych dywizji Waffen-SS: 9. Dywizji Pancernej SS „Hohenstaufen”, 10. „Frundsberg”, 2. „Das Reich” oraz 1. Dywizji Pancernej SS „Leibstandarte SS Adolf Hitler”. W obliczu tych wzmocnień oraz strat poniesionych w dotychczasowych działaniach 2. Armia została zmuszona do przejścia do działań obronnych – celem była reorganizacja, uzupełnienie strat oraz przygotowanie nowej ofensywy, której przeprowadzenie przesunięto w czasie.

Operacja „Epsom” i niemieckie działania kontr ofensywne

Jeszcze przed upadkiem Cherbourga, 17 czerwca 1944 roku, niemieckie dowództwo rozpoczęło przygotowania do zakrojonej na szeroką skalę ofensywy, której celem miało być zepchnięcie aliantów z powrotem do morza. Decyzję tę poprzedziła burzliwa narada pomiędzy feldmarszałkiem Erwinen Rommlem, Adolfem Hitlerem oraz przedstawicielami Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych (OKW). Mimo sceptycyzmu Rommla wobec planu frontalnego kontruderzenia, ostatecznie zatwierdzono operację, wychodząc z założenia, że alianci – wyczerpani intensywnymi walkami oraz kampanią mającą na celu opanowanie Cherbourga – znajdują się w stanie operacyjnego osłabienia.

Piechota 7. batalionu Pułku Seaforth Highlanders, 15 Szkockiej Dywizji Piechoty, czekając na linii wyjściowej 26 czerwca 1944 r. na sygnał do rozpoczęcia ataku w ramach operacji "Epsom" | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)
Piechota 7. batalionu Pułku Seaforth Highlanders, 15 Szkockiej Dywizji Piechoty, czekając na linii wyjściowej 26 czerwca 1944 r. na sygnał do rozpoczęcia ataku w ramach operacji „Epsom” | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)

Analiza sytuacji po lądowaniu w Normandii wskazywała, że rozwój wydarzeń nie przebiegał zgodnie z przewidywaniami sztabów alianckich, a straty poniesione przez wojska anglosaskie w niektórych sektorach znacznie przekraczały pierwotne szacunki. W ocenie niemieckiego dowództwa, powstało w ten sposób okno operacyjne umożliwiające przeprowadzenie lokalnego kontrataku.

Wstępny plan zakładał natarcie II Korpusu Pancernego SS w kierunku miejscowości Caumont i korytarza doliny rzeki Vire. Trzon korpusu stanowiły trzy dywizje pancerne Waffen-SS: 9. „Hohenstaufen”, 10. „Frundsberg” oraz 2. „Das Reich”. Na odcinku centralnym ich działania miały być wspierane przez 2. Dywizję Pancerną oraz piechotę z 276. i 277. Dywizji Piechoty. Prawoskrzydłową osłonę zapewnić miały elitarne formacje I Korpusu Pancernego SS – Dywizja Pancerna „Lehr” oraz 12. Dywizja Pancerna SS „Hitlerjugend”. Przerzut wszystkich wyznaczonych jednostek do rejonów wyjściowych zakończono 25 czerwca.

Zgodnie z dyrektywami Hitlera, głównymi celami operacji miały być miasta Balleroy i Bayeux, a następnie – po ich zajęciu – planowano uderzenie na sektor broniony przez amerykańską 1. Armię generała Omara Bradleya. Jednak plan ten szybko stracił aktualność, gdyż jeszcze przed rozpoczęciem niemieckiego kontruderzenia brytyjska 2. Armia pod dowództwem generała Montgomery’ego przystąpiła do ofensywy pod kryptonimem „Epsom”.

>>> Czytaj także: Messerspit – Spitfire o niemieckim sercu <<<

Działania zaczepne rozpoczęto atakiem trzech dywizji piechoty wspieranych przez około 300 czołgów (kolejne 300 pozostawało w odwodzie), którego celem były wzgórza 112 i 113 w rejonie miejscowości Évrecy – pozycje te nie zostały zdobyte podczas wcześniejszej operacji „Perch”. Natarcie poprzedził nalot bombowy, który okazał się nieudany – omyłkowo zbombardowano własne pozycje artyleryjskie, co spowodowało znaczne straty wśród brytyjskich środków ogniowych. Z 736 dział wyznaczonych do wsparcia natarcia jedynie 320 otworzyło skuteczny ogień. Dodatkowe wsparcie ogniowe zapewniały trzy krążowniki i jeden monitor artyleryjski operujące z kanału La Manche.

Początkowa faza ofensywy przyniosła ograniczone sukcesy – oddziały alianckie posuwały się naprzód pod osłoną artylerii, jednak tempo ich natarcia szybko spadło. Ruch wojsk został sparaliżowany przez zatory komunikacyjne i punktowy opór niemiecki. Pomimo przewagi liczebnej i technicznej, pierwszy dzień operacji nie przyniósł przełamania. Wspomnienia żołnierzy potwierdzają trudności: sierżant Green z 49. Dywizji Piechoty relacjonował, że podczas natarcia 15. Szkockiej Dywizji Piechoty żołnierze natknęli się na okopane czołgi Panther, których ogień z bliskiej odległości skutecznie rozproszył atakujących. Pomimo wsparcia rezerw, natarcie załamało się w ogniu niemieckiej obrony.

Niemieccy grenadierzy pancerni zsiadają z czołgu Pantera, Normandia, 21 czerwca 1944 r. | Źródło: undesarchiv, Bild 101I-301-1955-15 / Kurth / CC-BY-SA 3.0
Niemieccy grenadierzy pancerni zsiadają z czołgu Pantera, Normandia, 21 czerwca 1944 r. | Źródło: undesarchiv, Bild 101I-301-1955-15 / Kurth / CC-BY-SA 3.0

W kolejnych dniach walki kontynuowano, a brytyjskie jednostki zmuszone były mierzyć się z dobrze zorganizowanymi kontratakami przeciwnika. Jednym z najbardziej znanych epizodów była bitwa pod Cheux, gdzie dwa czołgi Tiger z 3. Kompanii 101. Batalionu Czołgów Ciężkich SS skutecznie odpierały atak pułku Gordon Highlanders wspieranego przez czołgi Churchill z 9. Królewskiego Pułku Pancernego.

Pomimo ciężkich strat, siły alianckie stopniowo zwiększały nacisk. Główne siły 11. Dywizji Pancernej osiągnęły rejon Colleville, lecz zostały zatrzymane między wzgórzem 112 a miejscowością Baron-sur-Odon. Zaciekłość niemieckiego oporu podkreśla relacja korespondenta wojennego Chestera Wilmota, który pisał, że żołnierze 12. Dywizji Pancernej SS „walczyli z rzadko spotykaną zaciekłością i determinacją – był to ich najlepszy bój w trakcie całej kampanii normandzkiej”.

Dnia następnego Montgomery ponowił rozkaz do ataku. Tym razem, przy masowym wsparciu artylerii, czołgów i lotnictwa, oddziały alianckie przełamały niemiecką obronę i zdobyły wzgórze 112, a także uchwyciły przyczółek pod Baron-sur-Odon. Wobec tych osiągnięć brytyjski dowódca nakazał wstrzymanie dalszego natarcia 2. Armii, kierując się doniesieniami wywiadowczymi o możliwym kontrataku sił niemieckich.

>>> Czytaj także: Ewolucja etatowych pistoletów amerykańskiej armii <<<

Z raportów wynikało, że II Korpus Pancerny SS pod dowództwem SS-Obergruppenführera Paula Haussera (który 29 czerwca objął także stanowisko dowódcy 7. Armii po śmierci generała Friedricha Dollmanna na skutek zawału serca) przygotowuje uderzenie. Ostatecznie niemieckie kontruderzenie miało zostać skierowane nie przeciwko wojskom amerykańskim pod Saint-Lô – jak przewidywały wcześniejsze plany z 17 czerwca – lecz przeciwko aliantom skoncentrowanym w rejonie Caen.

Zmiana kierunku natarcia była wynikiem obaw zarówno Rommla, jak i Hitlera. Uważano, że główne alianckie uderzenie może zostać skierowane przez Caen w kierunku Pas-de-Calais i połączyć się z siłami 1. Grupy Armii generała Pattona, które – według niemieckich przewidywań – miały tam wylądować w ramach kolejnej fazy inwazji. Rommel przestrzegał, że w takim scenariuszu 15. Armia zostanie odcięta i zniszczona, a 7. Armia pozbawiona zaopatrzenia i zdolna jedynie do desperackiej obrony. Tym samym należy stwierdzić, że aliantom udało się utrzymać niemieckie dowództwo w przekonaniu o rzekomym ataku głównym w rejonie Calais – nawet kilka tygodni po rozpoczęciu operacji „Overlord”, dezinformacja prowadzona w ramach operacji „Fortitude” wciąż przynosiła efekty.

Niemieckie działo przeciwpancerne 75 mm z martwym członkiem załogi leżącym na jezdni i uszkodzonym czołgiem Pantera w Fontenay-le-Pesnel | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)
Niemieckie działo przeciwpancerne 75 mm z martwym członkiem załogi leżącym na jezdni i uszkodzonym czołgiem Pantera w Fontenay-le-Pesnel | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)

Dzięki skutecznemu wykorzystaniu informacji wywiadowczych, w szczególności rozszyfrowaniu niemieckich depesz zakodowanych systemem Enigma, alianci byli dobrze poinformowani o przygotowywanej kontrofensywie niemieckiej. Dowództwo alianckie, a zwłaszcza generał Bernard Law Montgomery, przedsięwzięło szeroko zakrojone środki, aby uniemożliwić siłom pancernym Wehrmachtu jakiekolwiek przełamanie linii obronnych. W obliczu spodziewanej dużej bitwy pancernej podjęto mobilizację dostępnych rezerw w Wielkiej Brytanii, a nawet rozważano użycie lotnictwa strategicznego do wsparcia operacji obronnych na froncie normandzkim – co świadczyło o skali zagrożenia postrzeganego przez sztab 21. Grupy Armii.

Montgomery oraz jego sztab spodziewali się skoncentrowanego uderzenia pancernego w formie klasycznego klina, tymczasem Niemcy rozpoczęli działania ofensywne w sposób niekoherentny, prowadząc natarcie siłami poszczególnych pułków i batalionów. Taki charakter ataku znacząco ułatwił działania alianckiego lotnictwa taktycznego oraz artylerii – zarówno lądowej, jak i okrętowej – która z dużą skutecznością i bezwzględnością raziła przeciwnika już na etapie rozwinięcia bojowego. Wobec przeważającego ognia niemieckie oddziały zmuszone były do improwizowanej taktyki maskowania i rozproszenia, ukrywając się w lasach, zagajnikach i zabudowaniach miejskich w celu ograniczenia strat.

Dopiero w drugim dniu ofensywy niemieckie uderzenie zyskało większy impet, a w wyniku intensywnych walk pancernych odzyskano kontrolę nad strategicznie ważnym wzgórzem 112. Sukces ten, mimo swego znaczenia taktycznego, okupiony został jednak bardzo wysokimi stratami. W ciągu dwudniowych walk Niemcy utracili około 9 tysięcy żołnierzy – zabitych, rannych i zaginionych – oraz blisko 100 czołgów i dział szturmowych. Dla feldmarszałka Erwina Rommla straty te były szczególnie dotkliwe, gdyż ze względu na aliancką kontrolę przestrzeni powietrznej oraz niski stan zaopatrzenia, nie istniała realna możliwość ich szybkiego uzupełnienia.

Tymczasem po stronie alianckiej sytuacja logistyczna i operacyjna ulegała systematycznej poprawie. Na dzień 30 czerwca 1944 roku w Normandii znajdowało się już ponad 850 000 żołnierzy, blisko 120 000 pojazdów oraz 570 000 ton zaopatrzenia. W rejonie operacyjnym skoncentrowano także sześć dywizji pancernych: cztery brytyjskie (7., 11., 79. oraz Dywizja Pancerna Gwardii) oraz dwie amerykańskie (2. i 3. Dywizja Pancerna). Rommel w jednym z meldunków do Naczelnego Dowództwa informował, że tylko w czerwcu niemieckie siły na froncie zachodnim poniosły straty rzędu 250 000 żołnierzy, w tym aż 18 generałów.

W obliczu niepowodzeń operacyjnych, wysokich strat oraz pogarszającej się ogólnej sytuacji strategicznej w Normandii, Adolf Hitler zdecydował się na personalne roszady w strukturach dowódczych frontu zachodniego. Z funkcji Oberbefehlshaber West (OB West) został odwołany feldmarszałek Gerd von Rundstedt, a jego miejsce zajął feldmarszałek Günther von Kluge. Równocześnie, 2 lipca 1944 roku, ze stanowiska dowódcy Grupy Pancernej „Zachód” (Panzergruppe West) odwołany został generał Leo Geyr von Schweppenburg, którego zastąpił generał Heinz Eberbach. Pomimo zamierzeń mających na celu poprawę skuteczności dowodzenia, zmiany te w praktyce przyniosły więcej szkód niż korzyści, dezorganizując procesy dowodzenia w kluczowym momencie kampanii normandzkiej.

Operacji „Windsor” i „Charnwood”

Niemieckie dowództwo, analizując sytuację po serii brytyjskich operacji zaczepnych w rejonie Caen, uznało, że siły brytyjskie zostały znacznie wyczerpane, podczas gdy wojska amerykańskie szykowały się do rozpoczęcia własnej ofensywy. W związku z tym podjęto decyzję o przesunięciu części jednostek z rejonu Caen w okolice St. Lô, by wzmocnić odcinek zagrożony spodziewanym natarciem amerykańskim. Ruchy te zostały jednak szybko wykryte przez aliancki wywiad, co pozwoliło Montgomery’emu i jego sztabowi na opracowanie planu przeciwdziałania — operacji „Windsor”.

Konwój pojazdów RAF w okolicy Ver-sur-Mer w Normandii | Źródło: domena publiczna
Konwój pojazdów RAF w okolicy Ver-sur-Mer w Normandii | Źródło: domena publiczna

Zgodnie z założeniami operacyjnymi, siły 7. i 8. Brygady Piechoty oraz elementy 2. Kanadyjskiej Brygady Pancernej miały przeprowadzić natarcie na wieś Carpiquet oraz pobliskie lotnisko, bronione przez około 150 grenadierów z 25. Dywizji Pancernej SS. Natarcie rozpoczęło się rankiem 4 lipca, poprzedzone zmasowanym ostrzałem artyleryjskim — wykorzystano blisko 500 dział oraz wsparcie ogniowe okrętów H.M.S. Rodney i monitora H.M.S. Roberts. Mimo że wieś Carpiquet została stosunkowo szybko opanowana, nie powiodła się próba zajęcia lotniska, którego obrona utrzymała się aż do zmroku.

Operacja „Windsor” nie przyniosła przełomu strategicznego, a poniesione przez aliantów straty były znaczące. Wspomnienia żołnierzy biorących udział w walkach rzucają światło na intensywność i brutalność starcia. Zgodnie z relacją zawartą w kronice Pułku de la Chaudière, który walczył w ramach 8. Kanadyjskiej Brygady Piechoty, działania ofensywne prowadzone były w bezpośredniej bliskości zabudowań, a oddziały szturmowe musiały zmierzyć się z zaciekłym oporem przeciwnika. Szczególnie wstrząsająca jest relacja o schwytaniu dwóch żołnierzy Waffen-SS przebranych w mundury alianckie — jeden z nich miał na sobie mundur brytyjskiego kapitana, drugi szeregowca. Zgodnie z zasadami prawa wojennego takie działanie stanowi zbrodnię wojenną; obaj esesmani zostali zlikwidowani na miejscu. Jak zanotowano w relacji: „Dzisiaj żadna strona nie bierze jeńców”.

Dalsze świadectwa, takie jak relacja sierżanta Gariepy z 6. Kanadyjskiego Pułku Pancernego, ukazują, że wydarzenia pod Carpiquet osiągnęły poziom wyjątkowego okrucieństwa. Opisał on przypadki brutalnych egzekucji niemieckich żołnierzy, dokonywanych przez rozwścieczonych Kanadyjczyków, którzy zareagowali emocjonalnie na zaskoczenie i poniesione straty. Sytuację opanowano dopiero, gdy oficerowie pod groźbą użycia broni zmusili własnych żołnierzy do zaprzestania samosądów. Mimo to, przez całą noc jednostki kanadyjskie reorganizowały się i przygotowywały do kolejnego szturmu.

Jednak następnego dnia, w rejon walk dotarły elementy 1. Dywizji Pancernej SS „Leibstandarte SS Adolf Hitler”, co doprowadziło do odwołania planowanego przez aliantów ataku. Pomimo wcześniejszych strat, jednostka ta nadal dysponowała około 100 czołgami, w tym 49 wozami typu PzKpfw V Panther. W związku z tym 2. Armia brytyjska wstrzymała dalsze działania ofensywne aż do 8 lipca.

Tego dnia rozpoczęła się kolejna duża ofensywa – operacja „Charnwood”. Wzięło w niej udział ponad 110 tysięcy żołnierzy wspartych przez 500 bombowców strategicznych, dziesiątki samolotów myśliwsko-bombowych, kilkanaście pułków artylerii, cztery okręty liniowe oraz około 350 czołgów. Siły te uderzyły na niemieckie pozycje w rejonie Baron-sur-Odon, bronione przez około 15 tysięcy żołnierzy oraz 50 czołgów. Niemcy, mimo fizycznego i psychicznego wyczerpania, stawiali zacięty opór. Dowódca 12. Dywizji Pancernej SS, Kurt Meyer, opisywał stan swoich podkomendnych w dramatycznych słowach: „Żołnierze, kompletnie wyczerpani walką, zapadli w głęboki sen. […] Żołnierze z 12. Dywizji Pancernej SS są na skraju możliwości fizycznych […] Ludzie ci przedstawiali obraz najgorszej nędzy, niemniej niedane im było odpocząć”.

>>> Czytaj także: Eddie Slovik – jedyny Amerykanin rozstrzelany za dezercję w czasie II wojny światowej <<<

Operacja „Charnwood”, zakładana jako kontynuacja operacji „Epsom”, rozpoczęła się zmasowanym nalotem bombowym. Ze względu na obawy o bezpieczeństwo własnych wojsk, obszar zrzutu bomb został przesunięty w głąb niemieckich pozycji, co doprowadziło do zniszczenia dużych części miasta Caen i śmierci tysięcy cywilów. Miasto, zamienione w morze ruin, stało się naturalną fortecą — pełną przeszkód terenowych, które uniemożliwiały sprawne wykorzystanie broni pancernej. Dopiero wprowadzenie buldożerów, które torowały drogę pojazdom, umożliwiło aliantom dalsze natarcie.

Żołnierze 2. batalionu Królewskiego Pułku Warwickshire, ze składu 185 Brygady 3 Dywizji Piechoty przechodzący przez pole pszenicy podczas ostatniego ataku na Caen, lipiec 1944 | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)
Żołnierze 2. batalionu Królewskiego Pułku Warwickshire, ze składu 185 Brygady 3 Dywizji Piechoty przechodzący przez pole pszenicy podczas ostatniego ataku na Caen, lipiec 1944 | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)

Ostatecznie, pomimo trudności i strat sięgających 4500 żołnierzy, 3. Kanadyjska Dywizja Piechoty zdołała opanować północną część zrujnowanego Caen oraz ustanowić przyczółek na południowym brzegu rzeki Orne. Sukces ten skłonił dowództwo niemieckie do ponownego skoncentrowania sił w tym rejonie — mimo wcześniejszych przesłanek sugerujących, że alianci nie będą w stanie prowadzić dużych operacji ofensywnych na tym odcinku.

Do rejonu Caen skierowano elitarne jednostki pancerne, w tym 503. Batalion Czołgów Ciężkich, wyposażony w czołgi PzKpfw VI Tiger oraz Königstiger, a także 102. Batalion Czołgów Ciężkich SS, również uzbrojony w czołgi Tiger I. W celu uzupełnienia sił niemieckich ściągano także oddziały piechoty z całej Europy Zachodniej. Świadczyło to o istotnym znaczeniu operacyjnym Caen jako punktu ciężkości niemieckiej obrony w Normandii i o wzrastającej determinacji Wehrmachtu, by utrzymać ten strategiczny rejon za wszelką cenę.

Przygotowania do brytyjskiej operacji „Goodwood” i amerykańskiej operacji „Cobra”

W czasie gdy jednostki 2. Armii brytyjskiej toczyły zacięte walki z silnie umocnionymi niemieckimi ugrupowaniami w rejonie Caen, amerykańska 1. Armia stopniowo posuwała się naprzód w kierunku St. Lô. Od 3 lipca, w ciężkich i krwawych bojach, jej oddziały sukcesywnie zdobywały kolejne odcinki silnie zurbanizowanego i pociętego żywopłotami terenu. Mimo determinacji, do 19 lipca amerykańskie korpusy zdołały wedrzeć się jedynie na głębokość od 5 do 15 kilometrów w głąb niemieckich linii. Dla wojsk amerykańskich była to trudna i kosztowna lekcja prowadzenia działań w warunkach gęsto zalesionego i ograniczającego manewr terenu, jednak ostatecznie zdołały one wydostać się na otwartą przestrzeń, co diametralnie zmieniło układ sił.

Dzięki lepszemu terenowi Amerykanie mogli wreszcie w pełni wykorzystać przewagę w liczbie czołgów, pojazdów mechanicznych oraz artylerii. Już w trakcie trwania dotychczasowych walk sztab 1. Armii, dowodzony przez gen. Omara Bradleya, rozpoczął przygotowania do nowej ofensywy, której nadano kryptonim „Cobra”. Plan zakładał skoncentrowanie sił na wąskim odcinku frontu, położonym na zachód od St. Lô, gdzie miały zostać zgrupowane główne zasoby artyleryjskie, pancerne oraz lotnictwo taktyczne – łącznie około 3000 samolotów. Przewidywano, że po przełamaniu niemieckich pozycji przez dywizje piechoty, w wyłom wprowadzone zostaną związki pancerne i zmotoryzowane, które na dogodnym, otwartym terenie rozwiną natarcie i dokonają głębokiego obejścia pozycji przeciwnika, prowadząc do jego oskrzydlenia i zniszczenia.

Plan operacji „Cobra” został 10 lipca przedstawiony dowódcy 21. Grupy Armii, gen. Bernardowi Montgomery’emu, który przyjął go z entuzjazmem i zadeklarował pełne wsparcie. Brytyjczycy obiecali przekazać do dyspozycji Amerykanów wszystkie niezbędne siły powietrzne oraz przeprowadzić jednocześnie silne uderzenie w rejonie Caen, mające na celu związanie niemieckich rezerw. Operacja ta, nazwana „Goodwood”, miała ruszyć 18 lipca, dwa dni przed rozpoczęciem ofensywy „Cobra”.

Czołgi M4 Sherman oraz Sherman Firefly z piechotą na pancerzach (pierwszy z prawej ma także zamontowany z przodu trał przeciwminowy) czekają na rozpoczęcie akcji, 18 lipca 1944 r. | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)
Czołgi M4 Sherman oraz Sherman Firefly z piechotą na pancerzach (pierwszy z prawej ma także zamontowany z przodu trał przeciwminowy) czekają na rozpoczęcie akcji, 18 lipca 1944 r. | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)

Rozpoczęto intensywną koncentrację sił, środków bojowych oraz zapasów zaopatrzenia i paliwa. Za amerykańskimi liniami frontu niemal każda polana była wykorzystana jako stanowisko ogniowe dla artylerii, pozycja dla czołgów lub punkt zgrupowania dla piechoty. Równocześnie trwały działania rozpoznawcze mające na celu dokładne ustalenie niemieckiej dyslokacji. Doświadczenia zdobyte podczas walk w Normandii, a w szczególności podczas operacji „Charnwood” i „Epsom”, skłoniły Amerykanów do szczególnego dopracowania współpracy między lotnictwem a wojskami lądowymi.

Zauważono bowiem, że wcześniejsze naloty strategiczne, choć skuteczne, nierzadko powodowały poważne straty wśród własnych wojsk. Aby uniknąć podobnych incydentów, wprowadzono szereg środków identyfikacyjnych. Jednostki lądowe rozkładały na ziemi barwne płachty sygnałowe, wskazujące pozycje własnych sił, a w niektórych przypadkach stosowano także kolorowe dymy. Najistotniejszym jednak udoskonaleniem było wdrożenie systemu bezpośredniej łączności między jednostkami pancernymi i piechoty a lotnictwem szturmowym – poprzez zainstalowanie w wybranych pojazdach pancernych radiostacji umożliwiających naprowadzanie samolotów na cele w czasie rzeczywistym.

Ponadto, do jednostek naziemnych przydzielono wyspecjalizowanych oficerów łącznikowych z sił powietrznych, których zadaniem była koordynacja nalotów z działaniami jednostek naziemnych. Współdziałanie to nie obejmowało jednak bombowców strategicznych, które – ze względu na wysokość i prędkość lotu – nie mogły być precyzyjnie naprowadzane na cele tak, jak myśliwce-bombowce operujące tuż nad polem walki.

Wraz z perspektywą zakończenia trudnych walk wśród żywopłotów i osiągnięcia bardziej sprzyjającego terenu ofensywnego, morale wśród żołnierzy amerykańskich znacznie wzrosło. Przed nadchodzącym natarciem rozciągał się pagórkowaty krajobraz, poprzecinany licznymi drogami – idealny dla użycia wojsk pancernych. Naprzeciw nich znajdowały się niemieckie dywizje, wyczerpane i osłabione poprzednimi walkami, co pozwalało sądzić, że warunki dla amerykańskiego przełamania były wyjątkowo korzystne.

W ramach przygotowań do głównej ofensywy alianckiej w Normandii, w dniach poprzedzających rozpoczęcie operacji „Cobra”, przeprowadzono szereg działań mających na celu osłabienie niemieckiej obrony oraz związanie jej odwodów. Kluczowe znaczenie miały dwie operacje zaczepne zainicjowane przez siły brytyjskie w rejonie Caen, które rozpoczęto 15 lipca 1944 roku. Tego dnia 30. Korpus brytyjski przeszedł do natarcia na zachodnim brzegu rzeki Odon, a w nocy z 15 na 16 lipca działania ofensywne podjął także XII Korpus, atakując z przyczółka pod Baron.

Chociaż obie operacje nie przyniosły znacznych zdobyczy terytorialnych, ich efekty strategiczne były istotne. Siły alianckie związały walką sześć niemieckich dywizji – w tym cztery pancerne i dwie piechoty – osłabiając je i ograniczając ich możliwości manewru oraz przerzutu na inne odcinki frontu. Wymienione operacje zakończyły się 18 lipca, wpisując się w szerszy plan osłabienia niemieckiego systemu obronnego przed głównym uderzeniem amerykańskim.

Niemiecki patrol zmierza w kierunku huty w Colombelles. Wysokie kominy zajmowane przez niemieckich obserwatorów są widoczne na drugim planie | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-721-0353-27A / Vennemann, Wolfgang / CC-BY-SA 3.0
Niemiecki patrol zmierza w kierunku huty w Colombelles. Wysokie kominy zajmowane przez niemieckich obserwatorów są widoczne na drugim planie | Źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-721-0353-27A / Vennemann, Wolfgang / CC-BY-SA 3.0

Niespodziewanym, lecz znaczącym wydarzeniem, które wpłynęło na sytuację operacyjną aliantów, był incydent z 17 lipca 1944 roku, kiedy to samochód służbowy feldmarszałka Erwina Rommla, dowódcy Grupy Armii „B”, został ostrzelany przez aliancki samolot – najprawdopodobniej brytyjskiego myśliwca typu Supermarine Spitfire. W wyniku ataku kierowca pojazdu, starszy sierżant Daniel, stracił panowanie nad kierownicą, co doprowadziło do wypadku. Samochód uderzył w drzewo, kilkukrotnie koziołkował i wypadł z drogi. Sam Rommel został ciężko ranny – odniósł obrażenia twarzy, w tym poważne urazy lewego policzka i skroni, oraz doznał złamania podstawy czaszki. Uderzającym przypadkiem była bliskość wsi o nazwie Montgomery – symbolicznej, zważywszy na nazwisko jego głównego przeciwnika – w pobliżu miejsca ataku.

W wyniku odniesionych ran Rommel został wyłączony z dowodzenia. Dowództwo nad Grupą Armii „B” objął feldmarszałek Günther von Kluge, który jednocześnie pełnił funkcję naczelnego dowódcy wojsk niemieckich na froncie zachodnim (OB West). Ta kumulacja funkcji w jednym ręku miała wpływ na tempo i spójność niemieckich decyzji operacyjnych w kluczowym momencie bitwy o Normandię.

Przebieg operacji „Goodwood”

W godzinach porannych 18 lipca 1944 roku rozpoczęła się operacja „Goodwood” – zakrojona na szeroką skalę ofensywa brytyjskiej 2. Armii, której celem było przełamanie niemieckiej obrony na południe od Caen. Główne zadania zakładały zdobycie południowej części miasta oraz wzgórz Bourguébus, strategicznych punktów dominujących nad równiną, które blokowały dalszy marsz wojsk alianckich w kierunku Falaise. Niemiecka linia obrony w tym rejonie była wyjątkowo silnie ufortyfikowana. Obrony tej strefy podjęły się m.in. 346. Dywizja Piechoty, 16. Dywizja Polowa Luftwaffe, 21. Dywizja Pancerna oraz elitarne jednostki Waffen-SS: „Leibstandarte SS Adolf Hitler” i „Hitlerjugend”.

Na samych wzgórzach rozmieszczono 78 dział przeciwlotniczych kalibru 88 mm, wykorzystywanych również jako broń przeciwpancerna, a w odwodzie pozostawało łącznie 120 czołgów z dywizji SS. Dodatkowe wsparcie ogniowe zapewniała artyleria rozlokowana w rejonie Garcelles i Secqueville. O godzinie 2:30 do natarcia ruszyło ponad 900 alianckich czołgów z 7., 11. i Gwardyjskiej Dywizji Pancernej, wspieranych przez znaczne siły piechoty. Dowództwo nad VIII Korpusem, który prowadził natarcie, sprawował generał Richard O’Connor.

Natarciu towarzyszył potężny nalot strategiczny. W godzinach od 5:45 do 7:45 około 2000 alianckich bombowców zrzuciło na niemieckie pozycje łącznie 5938 ton bomb. Mieszkańcy zrujnowanego już Caen, którzy przetrwali wcześniejsze bombardowania, wspominali później, że „najwyraźniej postanowiono całkowicie zniszczyć Caen – a raczej to, co z niego zostało”. Po zakończeniu nalotu artyleria brytyjska rozpoczęła intensywny ostrzał, mający dopełnić dzieła zniszczenia.

Oficerowie niemieckiej 12. Dywizji Pancernej SS "Hitlerjugend" (Kurt Meyer, Fritz Witt, Max Wünsche) | Źródło: Bundesarchiv, Bild 146-1989-099-06 / Woscidlo, Wilfried / CC-BY-SA 3.0
Oficerowie niemieckiej 12. Dywizji Pancernej SS „Hitlerjugend” (Kurt Meyer, Fritz Witt, Max Wünsche) | Źródło: Bundesarchiv, Bild 146-1989-099-06 / Woscidlo, Wilfried / CC-BY-SA 3.0

Mimo skali uderzenia skutki bombardowania okazały się mniejsze, niż pierwotnie zakładano. Niemieckie oddziały, choć początkowo zaskoczone, szybko powróciły na swoje pozycje. SS-Brigadeführer Kurt Meyer, dowódca związków taktycznych SS, oceniał później, że nalot nie wyrządził jego wojskom większych szkód – „same oddziały nie ucierpiały od tego ataku w najmniejszym stopniu”.

Walki 18 lipca były niezwykle zacięte. Brytyjskie oddziały posuwały się naprzód pod silnym ostrzałem, próbując przełamać niemiecką linię obrony. Straty w sprzęcie były znaczne – tego dnia VIII Korpus utracił aż 197 czołgów, z czego 126 przypadło na 11. Dywizję Pancerną. Straty niemieckie w tym samym okresie były stosunkowo niskie – utracono zaledwie 30 czołgów. Walki miały charakter intensywny i krwawy, o czym świadczą wspomnienia uczestników. Major Bill Close z 11. DPanc wspominał: „Ostrzegliśmy idącą za nami Dywizję Pancerną Gwardii o Cagny. Mimo to parła ona naprzód i w ciągu kilku sekund traciła tam około 20 czołgów. Mogliśmy obserwować, jak prowadzący pułk usiłował uniknąć ognia z Cagny. Gdy to robił, kolejne czołgi zostały zniszczone, tym razem ogniem z lasku na wschodzie. Atak zatrzymał się.”

Dalszy opis ukazuje dramatyzm natarcia: „Parliśmy bez przeszkód naprzód w rozwiniętym szyku, moja kompania na czele. Gdy dotarliśmy na odległość około 1000 metrów do wiosek na wzgórzach [Bourguébus], trafiliśmy na skoncentrowany ogień osiemdziesiątek ósemek. W ciągu kilku sekund około 15 czołgów stanęło w ogniu. Wszystkie próby zawracania w lewo czy w prawo były bezskuteczne. Po południu pozostało mi tylko kilka nietkniętych czołgów. Druga kompania nie miała się lepiej. Musieliśmy przerwać atak i się wycofać.”

Dzień później, 19 lipca, Brytyjczycy wznowili natarcie na wzgórza Bourguébus. Doszło do intensywnych walk, w tym starć pancernych między niemieckimi czołgami typu „Tygrys” a brytyjskimi jednostkami 5. Royal Tank Regiment. Pomimo ciężkich strat – 99 utraconych czołgów i około 900 żołnierzy – ofensywa była kontynuowana. 20 lipca alianckie siły zdobyły miejscowość Beauvoir i posuwały się w stronę Bourguébus oraz Frenouville, rozbijając niemieckie jednostki ogniem artylerii. Szczególnie skuteczne działania przeprowadziła 11. Dywizja Pancerna w rejonie Bras, gdzie przy wsparciu artylerii zniszczyła wszystkie broniące się tam siły niemieckie.

Pomimo tych sukcesów, dalsze natarcie 2. Armii stało się niemożliwe. Wieczorem 20 lipca generał Miles Dempsey, dowódca 2. Armii, wydał rozkaz przejścia do obrony. Straty alianckie podczas całej operacji „Goodwood” były wysokie – około 4000 poległych, rannych i zaginionych oraz 314 utraconych czołgów.

Brytyjska piechota w okopach w ramach operacji Googwood | | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)
Brytyjska piechota w okopach w ramach operacji Googwood | | Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)

Chociaż Caen zostało ostatecznie opanowane przez siły brytyjskie, miasto przedstawiało obraz całkowitej ruiny. Jeden z uczestników operacji opisał sytuację następująco: „Po prostu pustynia cegieł i kamieni, marnotrawstwo, które przywodzi na myśl łan zboża, który przeorano. Ludzie wpatrywali się w nas bez jakichkolwiek emocji. Wiedząc, kto to zrobił, nie śmieliśmy im spojrzeć w twarz. Przynieśliśmy tym ludziom wolność, a to jest cena, jaką za nią zapłacili.

Poza Caen, 2. Armia opanowała półkolisty obszar o promieniu około 11 kilometrów na południe od miasta. Sztab 21. Grupy Armii uznał operację za sukces, jednakże naczelny dowódca sił alianckich, generał Dwight D. Eisenhower, ocenił ją znacznie bardziej krytycznie. W jego opinii operacja „Goodwood” nie przyniosła zapowiadanego przez Montgomery’ego przełamania frontu i stanowiła „absolutne fiasko”.

Przebieg operacji „Cobra”

Zgodnie z pierwotnymi założeniami, operacja „Cobra” miała rozpocząć się zaledwie kilka godzin po zakończeniu działań w ramach operacji „Goodwood”. Jednak niesprzyjające warunki atmosferyczne 20 lipca uniemożliwiły skuteczne wykorzystanie sił powietrznych. Co gorsza, rozkaz odwołania nalotu nie dotarł do wszystkich załóg bombowców, co doprowadziło do tragicznego incydentu – część maszyn zrzuciła ładunki na pozycje własne, powodując znaczne straty w amerykańskiej 30. Dywizji Piechoty. Porucznik Sidney Eichen, będący naocznym świadkiem tych wydarzeń, wspominał: „Mój oddział został zdziesiątkowany. Nasze działa przeciwpancerne przestały istnieć. Zobaczyłem jednego z kierowców, Jesse’go Ivy, przeciętego w pół. Kapitana Bella zasypało w leju po bombie”. Wobec chaosu i strat, atak wojsk lądowych został odwołany.

Zaniepokojony możliwością dekonspiracji planów alianckich, gen. Montgomery zdecydował się na błyskawiczne przegrupowanie sił i wdrożenie alternatywnej operacji – „Spring”. 21 lipca 2. Armia ponownie ruszyła do natarcia, kierując swój wysiłek w stronę rejonu Falaise. Do uderzenia przystąpił kanadyjski II Korpus wspierany przez brytyjskie 7. Dywizję Pancerną oraz Dywizję Pancerną Gwardii. Walki o wyjątkowo zaciętym charakterze rozgorzały w rejonie Verrières oraz wzdłuż strategicznej szosy krajowej nr 158 (Falaise–Paryż). Mimo że operacja „Spring” była prowizorycznym przedsięwzięciem, skutecznie związała znaczne siły niemieckie, uniemożliwiając im przegrupowanie i przygotowanie się na właściwe uderzenie amerykańskie, które rozpoczęło się 25 lipca.

W ramach operacji „Cobra” 1. Armia amerykańska przystąpiła do ataku poprzedzonego potężnym nalotem – 1800 bombowców oraz 500 myśliwców zaatakowało niemieckie pozycje obronne wzdłuż szosy z Saint-Lô do Périers. Szczególne znaczenie dla skuteczności tego nalotu miało wykorzystanie oficerów naprowadzania lotnictwa (FAO), którzy byli w stanie prowadzić równoległą łączność z dowództwami lądowymi, pilotami, jednostkami artylerii oraz oddziałami frontowymi.

Francuscy cywile pomagają amerykańskim żołnierzom w przeładunku amunicji | Źródło: LIFE Magazine Archives (domena publiczna)
Francuscy cywile pomagają amerykańskim żołnierzom w przeładunku amunicji | Źródło: LIFE Magazine Archives (domena publiczna)

Choć myśliwce wykonały swoje zadania z dużą precyzją, bombowce ponownie nie uniknęły błędów – część bomb spadła na pozycje 4. Dywizji Piechoty, powodując śmierć 111 żołnierzy i rany u kolejnych 490. Wśród ofiar znalazł się również gen. Lesley McNair, wizytujący linię frontu.

Mimo tych problemów, największe straty poniosły wojska niemieckie – nie tyle materialne, co psychiczne i organizacyjne. Po początkowym szoku jednostki Wehrmachtu i Waffen-SS przystąpiły do reorganizacji obrony. Wobec tego szturm piechoty amerykańskiej trafił na zacięty opór, szczególnie w sektorze zajmowanym przez dywizję Panzer Lehr, 17. Dywizję Grenadierów Pancernych SS „Götz von Berlichingen” oraz 2. Dywizję Pancerną SS „Das Reich”.

Już 26 lipca VII i VIII Korpus przełamały pozycje niemieckie w dwóch newralgicznych punktach: pod Saint-Lô i w rejonie Lessay–Périers. Przez powstały wyłom ruszyły cztery dywizje pancerne 1. Armii Stanów Zjednoczonych, które skierowały się w stronę Coutances. Uderzając koncentrycznie, Amerykanie zdołali okrążyć i zniszczyć w tzw. „kotle coutanckim” znaczne siły niemieckie – m.in. resztki trzech dywizji piechoty oraz znaczną część dywizji Panzer Lehr. W dramatycznym meldunku do dowództwa Grupy Armii B, generał Fritz Bayerlein donosił: „Na froncie nikt nie opuścił stanowiska. Nikt. Moi strzelcy, saperzy i załogi czołgów nie cofnęli się przed wrogiem. Ani jeden z żołnierzy nie zszedł z posterunku. Leżą cicho w swoich okopach, bo są martwi. Może Pan powtórzyć feldmarszałkowi, że Panzer Lehr nie istnieje”.

Z każdą godziną niemiecki opór słabł, a amerykańskie jednostki nacierały z rosnącą intensywnością. Czołgi niejednokrotnie przebijały się głęboko za linię przeciwnika, rozbijając odwody i linie zaopatrzenia. Tam, gdzie natrafiały na silny opór – jak w przypadku działań przeciwko dywizji „Das Reich” – dochodziło do najbardziej zaciętych walk całej kampanii. Niemcy, zaskoczeni skalą i tempem ofensywy, podjęli próbę odwrotu w kierunku Avranches. Manewr ten jednak nie powiódł się – Amerykanie z impetem forsowali kolejne przeszkody terenowe, m.in. rzekę Sienne, zdobywając Granville, Gavray oraz Villedieu. Kluczowe znaczenie miało opanowanie Avranches oraz przeprawy na rzece Sélune pod Ducey 31 lipca.

Dynamika ofensywy była tak wysoka, że niektóre amerykańskie kolumny pancerne wyprzedzały linie niemieckie, zastawiając zasadzki na cofające się jednostki Wehrmachtu. Przykładem tego chaosu może być sytuacja w miasteczku Brécey – po jego zdobyciu przez amerykańskie oddziały pancerne i piechotę, siły te ruszyły dalej w pościg, co umożliwiło innym niemieckim oddziałom zajęcie opuszczonego bez walki miasta. Ostatecznie konieczne było ponowne jego zdobycie przez 703. Batalion Niszczycieli Czołgów.

Alianci osiągnęli główny cel operacji „Cobra” – przerwanie niemieckiej linii obronnej i utworzenie korytarza umożliwiającego dalszą ekspansję wojsk amerykańskich na trzy kierunki operacyjne: na zachód (ku Bretanii), na południe (w stronę Loary) oraz na wschód (na tyły niemieckich linii obronnych). Niemcy, dostrzegając powagę sytuacji, podjęli próbę kontrataku w rejonie Avranches – atak 77. Dywizji Piechoty dowodzonej przez płk. Rudolfa Bacherera zakończył się jednak całkowitą klęską i ciężkimi stratami.

Żołnierze brytyjskiej 3 Dywizji Piechoty badają opuszczone niemieckie stanowisko obrony przeciwpancernej | Źródło: Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)
Żołnierze brytyjskiej 3 Dywizji Piechoty badają opuszczone niemieckie stanowisko obrony przeciwpancernej | Źródło: Źródło: Imperial War Museums (domena publiczna)

Już 31 lipca Amerykanie opanowali most w Pontaubault, co umożliwiło rozpoczęcie ofensywy 3. Armii generała Pattona w kierunku Bretanii. Jednostka ta została formalnie wprowadzona do działań bojowych, a w tym samym czasie 1. Armia – siłami VII, XIX i V Korpusu – rozpoczęła frontalne natarcie na wschód, rozciągając wyłom w niemieckiej obronie powstały w rejonie Avranches.

Przełamanie niemieckiego frontu

W ślad za sukcesami odniesionymi na południowym odcinku frontu, brytyjska 2. Armia, po uzupełnieniu strat i przeprowadzeniu niezbędnego przegrupowania, przystąpiła do kolejnej ofensywy w dniu 30 lipca w ramach operacji „Bluecoat”. Główne natarcie rozwijało się między rzekami Drôme a Odon, na kierunku Caumont – Hottot. Do wieczora 31 lipca czołówki brytyjskie dotarły w okolice miejscowości Vire. Przez kolejne trzy dni toczyły się zacięte walki o kontrolę nad miastem i jego strategicznymi przedmieściami, które ostatecznie zostały zdobyte 6 sierpnia przez oddziały 116. Pułku Piechoty należącego do 29. Dywizji Piechoty.

W operacji kluczową rolę odegrał 2. Pułk Household Cavalry, wyposażony w samochody pancerne, którego zadaniem było przeniknięcie przez wyłom w niemieckich pozycjach i rozpoznanie słabych punktów, nadających się do wykorzystania przez siły pancerne. Szczególnym osiągnięciem pułku była akcja przeprowadzona przez dwa samochody pancerne dowodzone przez porucznika D. B. Powle’a. Zdołały one przemknąć się przez niemiecką linię obrony i w śmiałym rajdzie opanowały strategiczny most na rzece Souleuvre – około 10 kilometrów za frontem – przez który przebiegała główna droga do Le Bény-Bocage i Vire. Wieczorem 31 lipca pod ten sam most, nazwany później „Mostem Dickie’ego”, dotarły czołówki 11. Dywizji Pancernej. W kronice tej dywizji odnotowano: „Zdobycie mostu, które umożliwiło natarcie na południe, stało się niekwestionowanym punktem zwrotnym kampanii.”

Równolegle do walk o Vire, alianckie lotnictwo zadawało przeciwnikowi kolejne bolesne ciosy. Tego samego dnia samoloty z 305. Dywizjonu RAF przeprowadziły precyzyjny nalot na miejscowość Nomexy, gdzie zniszczono cztery ogromne zbiorniki z trzynastoma milionami litrów paliwa, co znacznie ograniczyło możliwości operacyjne Wehrmachtu w Normandii.

Rozpad niemieckiej linii frontu stał się coraz bardziej widoczny. Karl Max Wietzorek, spadochroniarz z 5. Dywizji Strzelców Spadochronowych, wspominał: „Nie istniał już prawdziwy front. Żołnierze obu stron dokładnie się wymieszali. Zastanawiam się, ilu naprawdę Brytyjczyków i Amerykanów zabiły ich własne bombowce. Widzieliśmy, jak błyszczące w słońcu bomby spadają bardzo często na pozycje Amerykanów. Nasza łączność została sparaliżowana, nie dostawaliśmy racji żywnościowych.”

1 sierpnia po zmroku oddziały amerykańskiej 4. Dywizji Pancernej zdobyły most w Pontaubault i wkroczyły na terytorium Bretanii, otwierając nowy kierunek natarcia. Tego samego dnia doszło do ważnych zmian w strukturze dowodzenia. Generał Omar Bradley objął dowództwo nad nowo utworzoną 12. Grupą Armii, zaś dowodzenie 1. Armią przypadło generałowi Courtneyowi Hodgesowi. Tymczasem feldmarszałek Günther von Kluge alarmował Najwyższe Dowództwo Wehrmachtu (OKW), lakonicznie informując: „Lewe skrzydło runęło.” – co najlepiej obrazowało skalę załamania niemieckiego systemu obronnego na tym odcinku frontu.

Jeńcy niemieccy w niewoli amerykańskiej, gdzieś w Normandii | Fot. Frank Scherschel, źródło: LIFE Magazine Archives (domena publiczna)
Jeńcy niemieccy w niewoli amerykańskiej, gdzieś w Normandii | Fot. Frank Scherschel, źródło: LIFE Magazine Archives (domena publiczna)

Już 2 sierpnia 1944 roku oddziały 1. Armii amerykańskiej pod dowództwem gen. Courtneya Hodgesa zajęły strategicznie położone miasto Mortain. W tym samym czasie generał George S. Patton dokonał niezwykłego osiągnięcia logistyczno-operacyjnego – przez jedyny most w Pontaubault w ciągu zaledwie 72 godzin przeprawił siedem dywizji 3. Armii. Większość z tych jednostek skierowano następnie na wschód, w celu wyjścia na tyły niemieckiej 5. Armii Pancernej. Mimo tego, główny kierunek natarcia wojsk amerykańskich został chwilowo zahamowany, choć 3. Armia kontynuowała ofensywę w kierunku Orleanu, Le Mans i Angers.

7 sierpnia niemieckie dowództwo przystąpiło do kontrofensywy, której celem było odzyskanie inicjatywy operacyjnej. Sześć dywizji pancernych i zmotoryzowanych zgrupowanych w Grupie Pancernej „Eberbach” rozpoczęło uderzenie w kierunku Avranches, w ramach operacji o kryptonimie „Lüttich”. Celem było odcięcie 3. Armii amerykańskiej od reszty sił alianckich i odbudowa ciągłości niemieckiego frontu. Kluczowym punktem oporu była strefa St. Barthélemy – Juvigny – Mortain, broniona od 6 sierpnia przez amerykańską 30. Dywizję Piechoty. Niemieckie oddziały pancerne, wykorzystując osłonę porannej mgły, przełamały amerykańskie linie w kilku sektorach. Mimo to obrona wykazała się wyjątkową determinacją. Szczególną postawą wyróżnił się 2. batalion 120. Pułku Piechoty, który bronił Wzgórza 314 – pozycji o kluczowym znaczeniu dla utrzymania całego odcinka frontu. Dzięki wsparciu artyleryjskiemu trzech dywizji (4., 9. i 35. Dywizji Piechoty) oraz intensywnym nalotom alianckiego lotnictwa, jednostka ta utrzymała pozycje aż do 12 sierpnia, ponosząc w tym czasie straty sięgające połowy stanu osobowego. Z uwagi na całkowite odcięcie, konieczne stało się dostarczanie niezbędnych medykamentów w pociskach artyleryjskich, które były wystrzeliwane bezpośrednio na pozycje obrońców.

Na niemieckie zgrupowanie uderzyła zmasowana artyleria oraz lotnictwo taktyczne aliantów, podczas gdy siły lądowe przeszły do kontrataku celem odciążenia 30. Dywizji Piechoty. Wbrew późniejszym relacjom propagandowym, decydujący wpływ na osłabienie niemieckiego potencjału pancernego miały nie tyle naloty, ile chroniczne problemy techniczne i niedobory zaopatrzenia. Major Helmut Ritgen z 130. Pułku Pancernego wspominał, iż połowa z 22 czołgów, które wyruszyły do natarcia 7 sierpnia, została unieruchomiona z przyczyn technicznych: „Brakowało zaopatrzenia. Nie było uzupełnień, części zamiennych – mieliśmy przetrącony kręgosłup.” Choć niemieckie oddziały początkowo osiągnęły taktyczne sukcesy, już wieczorem 7 sierpnia alianci zdołali skoncentrować odpowiednie siły, które zatrzymały ich impet. Operacja zakończyła się niepowodzeniem 12 sierpnia. Niemcy stracili blisko 80% czołgów i innych pojazdów użytych w tym starciu. Poważne straty poniosła także Luftwaffe, która została w znacznym stopniu zniszczona przez alianckie lotnictwo jeszcze przed dotarciem nad rejon walk.

Również straty amerykańskie były poważne – 30. Dywizja Piechoty poniosła tak ciężkie straty w ludziach i sprzęcie, że jej zdolność bojowa została poważnie osłabiona. Major Heinz-Günther Guderian, szef sztabu 116. Dywizji Pancernej i syn generała Heinza Guderiana, tak oceniał przyczyny porażki: „Nie ulega wątpliwości, że przyczyniło się do niej lotnictwo – byliśmy pod wielkim wrażeniem amerykańskiego lotnictwa, artylerii i świetnej postawy piechoty, która nas zaskoczyła.”

W międzyczasie jednostki 1. i 3. Armii amerykańskiej kontynuowały szybki marsz w głąb Francji, wychodząc na tyły niemieckich 5. i 7. Armii, które prowadziły zaciekłe walki z Brytyjczykami, Kanadyjczykami i Polakami na północnym odcinku frontu. Niemieckie zgrupowanie nie miało już możliwości odwrotu – od południa ich drogi ucieczki odcinały czołgi Pattona, zdobywające kolejne miejscowości. Amerykański manewr oskrzydlający, przypominający „prawy sierpowy”, doprowadził do zagięcia linii frontu w formę pętli, której konsekwencją było uformowanie się tzw. kotła w rejonie Falaise–Chambois–Argentan. Paradoksalnie, decyzja o podjęciu operacji „Lüttich” – nieprzygotowanej, podjętej wbrew ocenie realiów operacyjnych – przyczyniła się bezpośrednio do zamknięcia wojsk niemieckich w śmiertelnej pułapce. Postęp jednostek 1. i 3. Armii był tak szybki, że często dochodziło do przypadków omyłkowego ostrzału własnych sił przez alianckie lotnictwo, co było konsekwencją trudności w ustaleniu rzeczywistego położenia jednostek w dynamicznie zmieniającej się sytuacji taktycznej.

Operacja „Totalize” i „Tractable” – zamkniecie kotła pod Falaise

W dniu 7 sierpnia 1944 roku 1. Armia Kanadyjska oraz 2. Armia Brytyjska przystąpiły do zakrojonej na szeroką skalę ofensywy, mającej na celu przełamanie niemieckich pozycji obronnych w rejonie kontrolowanym przez I Korpus Pancerny SS. Operacja, nosząca kryptonim „Totalize”, rozpoczęła się nocą i wyróżniała się zastosowaniem nowatorskich rozwiązań taktycznych, odmiennych od wcześniejszych ataków alianckich. Inaugurację natarcia stanowił zmasowany nalot – blisko 1000 bombowców zbombardowało skrzydła niemieckiego ugrupowania w rejonie La Hogue – Tilly-la-Campagne – May-sur-Orne. Wykorzystując element zaskoczenia, oddziały alianckie wdarły się głęboko w pozycje przeciwnika, a skala sukcesów w niektórych sektorach przekroczyła wstępne założenia operacyjne.

Czołgi 1 Dywizji Pancernej z oznaczeniem PL w Normandii | Źródło: Imperial War Museum - domena publiczna (Wikimedia Commons)
Czołgi 1 Dywizji Pancernej z oznaczeniem PL w Normandii | Źródło: Imperial War Museum – domena publiczna (Wikimedia Commons)

W godzinach porannych do walki wprowadzono artylerię oraz jednostki pancerne, w tym polską 1. Dywizję Pancerną, wspieraną przez kanadyjską 4. Dywizję Pancerną. Jednak intensywny ostrzał i gęsto rozmieszczone pola minowe doprowadziły do dezorganizacji ugrupowań natarcia. Jednostki alianckie zostały przemieszane i czasowo utraciły zdolność skoordynowanego działania. Z chaosu tamtych godzin najlepiej zdają sprawę wspomnienia brygadiera Essame’a z 49. Dywizji Piechoty: „Wszystko szło dobrze do momentu, w którym rozpoczął się ostrzał. Wtedy kolumnę natychmiast spowiła chmura pyłu, w której niemożliwe było dostrzec nawet światła następnego pojazdu kilka metrów dalej. Gdy rozpoczęto ostrzał, wskazówki kompasów natychmiast zwariowały, a urządzenia te stały się bezużyteczne. Wielkie cienie czołgów majaczyły we mgle; padały pytania: kto jedzie? Wydawało się, że czołgi trałowe, niszczące miny, były wszędzie, a ramiona ich żurawi torujące drogę w ciemnościach jedynie potęgowały poczucie chaosu”.

Dodatkowym czynnikiem zakłócającym tempo operacji był tragiczny w skutkach incydent – około południa alianckie lotnictwo przez pomyłkę zbombardowało własne jednostki, zmuszając dowództwo do przesunięcia głównego natarcia na godziny popołudniowe. Mimo znaczących strat, alianci szybko uzupełnili ubytki i już 8 sierpnia wznowili ataki. Jednak intensywna obrona niemiecka oraz rozproszenie jednostek natarcia sprawiły, że mimo przewagi liczebnej nie zdołano przełamać linii obrony przeciwnika. Po kolejnych, nieudanych szturmach, 10 sierpnia operację „Totalize” oficjalnie zakończono. Niemieckie oddziały, choć wyczerpane, nadal kontrolowały wyznaczone sektory frontu na północy.

Sytuacja strategiczna Wehrmachtu była jednak dramatyczna – podczas gdy linia obrony na północy wciąż istniała, 3. i 1. Armia amerykańska nieprzerwanie nacierały z południa, zbliżając się już 10 sierpnia do Argentan. Co znamienne, większym wyzwaniem dla postępu amerykańskiego były poważne zatory komunikacyjne niż bezpośredni opór nieprzyjaciela. W dniu 12 sierpnia 5. Dywizja Pancerna wkroczyła do Argentan, lecz dalszy marsz został wstrzymany – tym samym kocioł pod Falaise nie został jeszcze domknięty. Do pełnego zamknięcia okrążenia brakowało zaledwie 18 kilometrów – odległości, którą wojska amerykańskie mogłyby pokonać w krótkim czasie, gdyż Niemcy nie posiadali już realnych środków, by skutecznie się bronić.

Dowódca 12. Grupy Armii, generał Omar Bradley, obawiał się jednak nadmiernego rozciągnięcia linii własnych oraz dezorganizacji frontu w przypadku, gdyby wojska brytyjskie nie podjęły współdziałania. Brytyjski marszałek Bernard Montgomery, obserwując bierność Amerykanów w rejonie Argentan, postanowił wznowić natarcie od północy, inicjując operację „Tractable”. Jej początek, wyznaczony na 14 sierpnia, został zakłócony przez kolejny tragiczny incydent – silny nalot amerykańskich bombowców ponownie uderzył we własne pozycje, powodując ciężkie straty w szeregach alianckich. Mimo to, po uzupełnieniu stanu osobowego i materiałowego w nocy z 14 na 15 sierpnia, sprzymierzeni wznowili ofensywę.

Inspirującym elementem motywacyjnym dla żołnierzy był rozkaz Naczelnego Dowódcy Sił Ekspedycyjnych, generała Dwighta D. Eisenhowera, wydany 14 sierpnia: „Szczęście idzie w parze tylko z najwyższym poświęceniem, zdecydowaniem i szybkością działania. Jeżeli każdy zrobi to, co do niego należy, może okazać się, że ten tydzień będzie doniosłym tygodniem w dziejach tej wojny – niezwykle pomyślnym dla nas, zgubnym dla ambicji nazistowskich tyranów”.

17 sierpnia 1944 roku wojska kanadyjskie wkroczyły do Falaise, a 1. Dywizja Pancerna gen. Maczka opanowała tereny wokół miejscowości Trun i Barou. Tego samego dnia II Korpusowi Kanadyjskiemu, w którego skład wchodziła dywizja polska, wydano rozkaz zamknięcia kotła, w którym znajdowały się resztki dwóch niemieckich armii. Oddziały polskie rozpoczęły manewr w kierunku Chambois oraz dominujących nad okolicą wzgórz Mont Ormel. 18 sierpnia w południe Polacy osiągnęli wyznaczone cele i rozpoczęli umacnianie pozycji na wzniesieniach, które wkrótce przeszły do historii jako „Maczuga” oraz „Buława”.

Niemiecka kolumna zniszczona przez Polaków na Mont Ormel | Źródło: domena publiczna (Wikimedia Commons)
Niemiecka kolumna zniszczona przez Polaków na Mont Ormel | Źródło: domena publiczna (Wikimedia Commons)

Pomimo iż siły amerykańskie nie uczestniczyły bezpośrednio w operacji zamknięcia kotła pod Falaise, odczuwały silny nacisk ze strony niemieckich jednostek, usiłujących wyrwać się z pułapki w rejonie Argentan. Generał George S. Patton, dowodzący 3. Armią, naciskał na generała Omara Bradleya o zgodę na przeprowadzenie natarcia w kierunku pozycji wojsk polskich i kanadyjskich. Bradley, obawiając się ewentualnych incydentów bratobójczego ognia, kategorycznie zakazał podjęcia takiej akcji. W jego ocenie zbyt szybkie i agresywne posunięcie mogłoby doprowadzić do wkroczenia oddziałów amerykańskich pod ogień brytyjskiej 2. Armii oraz kanadyjskiej 1. Armii. Dodatkowo, jak sam tłumaczył, teren pomiędzy Argentan a Falaise był intensywnie zaminowany bombami zegarowymi i jego oczyszczenie zajęłoby zbyt wiele czasu. Obawiano się również, że ewentualne rozciągnięcie i zwężenie linii frontu 3. Armii uczyniłoby ją bardziej podatną na kontrnatarcie Niemców z okrążenia.

Wobec tej sytuacji Patton zdecydował się skierować część swych sił w stronę Sekwany, podczas gdy sytuacja armii niemieckiej z godziny na godzinę stawała się coraz bardziej krytyczna. Pętla okrążenia stopniowo się zaciskała, a rozkaz do odwrotu wciąż nie nadchodził. Kulminacja chaosu nastąpiła 15 sierpnia, kiedy to feldmarszałek Günther von Kluge utracił łączność ze swoimi oddziałami, co doprowadziło do całkowitej dezorganizacji w niemieckim dowództwie. Po jej przywróceniu okazało się, że jedyną dostępną drogą odwrotu dla dwóch armii niemieckich pozostały wzgórza Mont Ormel.

Pod naciskiem Oberkommando der Wehrmacht (OKW), Adolf Hitler wydał w końcu rozkaz odwrotu, jednocześnie zdymisjonował von Klugego i mianował nowym dowódcą frontu zachodniego feldmarszałka Walthera Modela. Decyzja ta przyszła jednak zbyt późno, by mogła odwrócić sytuację. Model nie był już w stanie przejąć inicjatywy – pozostało mu jedynie liczyć na cud, który nie nadszedł. Niemcy desperacko bronili dostępu do Chambois, usiłując utrzymać wąski korytarz odwrotu. Otoczeni w kotle, byli bezlitośnie bombardowani przez alianckie lotnictwo oraz ostrzeliwani przez artylerię. Odziały niemieckie wycofujące się za dnia ponosiły ogromne straty, a na drogach odwrotu dochodziło do masakry: niemiecka piechota była niszczona przez alianckie czołgi oraz samoloty.

Dramatyczne świadectwa tych wydarzeń przynosi m.in. porucznik Günther Materne, który relacjonował: „To było straszne. Szczególnie dla rannych, którzy jęczeli z bólu. Kiedy słyszało się, jak mężczyźni wołali 'Mamo!’; albo 'Zabierz mnie ze sobą, nie zostawiaj mnie tutaj! Mam w domu żonę i dzieci. Wykrwawię się na śmierć!”. Równie przejmujące są wspomnienia chorążego Hansa Ericha Brauna z 2. Dywizji Pancernej, zamkniętej w kotle: „Niekończące się eksplozje… Żołnierze przyzywający nas machaniem rąk, błagający o pomoc. Trupy z twarzami wykrzywionymi agonią, skulone w okopach i schronach. Oficerowie, którzy stracili panowanie nad sobą… Płonące pojazdy, z których dobiegały rozdzierające krzyki. Jakiś kulejący żołnierz, podtrzymujący wnętrzności wylewające się z jamy brzusznej… Ręce i nogi oderwane od ciał. I inni – oszaleli, płaczący, wrzeszczący, przeklinający, śmiejący się histerycznie. Konie – niektóre wciąż zaprzężone do rozbitych wozów – próbowały uciekać na kikutach nóg. Wzdłuż drogi leżeli cywile z pakunkami bez wartości, kurczowo trzymając je w martwych dłoniach. Niedaleko skrzyżowania karabiny maszynowe zaskoczyły grupę mężczyzn, kobiet i dzieci. Widok ich otwartych, szklanych oczu i twarzy zniekształconych bólem – tego nie sposób zapomnieć. Roztrzaskane wózki dziecięce i porzucone lalki walały się wokół”.

Wycofujące się niemieckie oddziały musiały pokonywać rzekę Dives po dwóch mostach będących pod ciągłym ostrzałem alianckiej artylerii i lotnictwa. Po kilkudziesięciu godzinach pauzy Amerykanie wznowili natarcie, uderzając od południa, podczas gdy siły kanadyjskie i polskie, wspierane przez brytyjską artylerię, broniły „korka” normandzkiego – ostatniego przejścia przez linie alianckie.

Kanadyjski żołnierz przeszukuje niemieckich jeńców wziętych do niewoli podczas operacji Totalize | Źródło: Library and Archives Canada (domena publiczna)
Kanadyjski żołnierz przeszukuje niemieckich jeńców wziętych do niewoli podczas operacji Totalize | Źródło: Library and Archives Canada (domena publiczna)

Pomimo tragicznej sytuacji, znaczna część sił niemieckich zdołała przedrzeć się z okrążenia pod osłoną nocy. Gdy alianci zdali sobie sprawę ze skali ucieczki, przystąpili do decydującego natarcia i 19 sierpnia ostatecznie zamknęli kocioł pod Falaise. Ku zaskoczeniu aliantów, jeszcze tej samej nocy rozbite teoretycznie zgrupowanie II Korpusu Pancernego SS przeprowadziło kontratak z zewnątrz w rejonie Trun, uderzając na siły polskie i kanadyjskie. Jednocześnie zamieszanie na froncie wykorzystały niemieckie oddziały zamknięte w kotle, które próbowały się przebić z wewnątrz.

Natarcia te trwały nieprzerwanie przez całą noc i dzień 20 sierpnia. Pomimo braku wsparcia artyleryjskiego i pancernego, niemieckie oddziały atakowały w małych grupach, z których niektóre zdołały przedrzeć się przez alianckie linie. W wyniku zaskoczenia alianckie pozycje zostały czasowo osłabione – odcięty został 10. Pułk Strzelców Konnych w Chambois oraz zgrupowanie pancerne podpułkownika Zdzisława Szydłowskiego na Mont Ormel. Oddziały 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka przez cały dzień prowadziły ciężkie walki na dwa fronty – od wschodu z nacierającym II Korpusem Pancernym SS, a od zachodu z oddziałami usiłującymi wyrwać się z kotła.

>>> Czytaj także: „Krwawe Koszule” gen. Stanisława Maczka – od Normandii do Wilhelmshaven <<<

Wieczorem sytuacja Polaków stała się krytyczna. Dramatycznie kurczyły się zapasy amunicji i żywności, rosła liczba rannych i zabitych, a obrona stawała się coraz trudniejsza. Dopiero rankiem 21 sierpnia na odsiecz polskim pozycjom przybyły oddziały kanadyjskie oraz amerykańskie, skutecznie zamykając ostatnią drogę odwrotu dla wojsk niemieckich i kończąc bitwę pod Falaise.

Podsumowanie operacji „Overlord”

W kolejnych dniach pierścień okrążenia wokół jednostek niemieckich w rejonie Falaise został ostatecznie domknięty, a wszystkie znajdujące się tam formacje Wehrmachtu i Waffen-SS – rozbite bądź wzięte do niewoli. Straty zadane siłom niemieckim były bezprecedensowe pod względem skali i konsekwencji. Szacuje się, że III Rzesza utraciła w tym starciu około 50 tysięcy żołnierzy – zabitych, rannych lub ujętych do niewoli. Siedem dywizji piechoty zostało doszczętnie unicestwionych, podobnie jak 101. i 102. batalion czołgów ciężkich SS, wyposażone w czołgi Tiger. W praktyce przestały istnieć 10. Dywizja Pancerna SS „Frundsberg” oraz 21. Dywizja Pancerna. Ciężkie straty poniosły także inne jednostki, w tym elitarne formacje pancerne – 1., 2., 9., 12. Dywizje Pancerne SS, 2., 9., 116. Dywizje Pancerne oraz Dywizja Panzer Lehr – które zdołały częściowo wydostać się z okrążenia, jednak ich pozostałości nie przedstawiały już żadnej realnej wartości bojowej.

W całej kampanii normandzkiej Niemcy skoncentrowali znaczne siły, obejmujące szerokie spektrum formacji bojowych:
– Dywizje pancerne: 1. SS, 2. SS, 2., 9., 10., 12., 21., 116., 130. (Panzer Lehr) Dywizje Pancerne;
– Dywizje grenadierów pancernych (DGPanc): 3., 15., 17. SS;
– Formacje piechoty i powietrznodesantowe: m.in. 3., 5., 6. Dywizje Strzelców Spadochronowych; 16., 17., 18. Dywizje Polowe Luftwaffe; 91. Dywizja Piechoty Spadochronowej; 47., 48., 49., 77., 84., 85., 89., 226., 243., 245., 265., 266., 271., 272., 275., 326., 331., 343., 344., 346., 348., 352., 353., 363., 708., 709., 711., 716. Dywizje Piechoty.

Ogólne niemieckie straty w kampanii normandzkiej były ogromne – bezprecedensowe w dotychczasowych operacjach lądowych Wehrmachtu. Hitler utracił 23 019 zabitych, 67 060 rannych oraz 198 616 żołnierzy wziętych do niewoli. Do tej liczby należy doliczyć 15 500 jeńców wziętych po kapitulacji Cherbourga, około 31 tysięcy żołnierzy 19. Armii ujętych w czasie alianckiego desantu w Prowansji (operacja „Dragoon”), a także około 27 tysięcy dezerterów z Grupy Armii „G”, spośród których znaczna część była przedwojennymi obywatelami Francji – rekrutującymi się głównie z Alzacji i Lotaryngii. Dodatkowo kilka tysięcy żołnierzy niemieckich zostało ujętych podczas wyzwalania zachodniego wybrzeża Francji.

Straty w sprzęcie były równie katastrofalne: Wehrmacht utracił około 1500 czołgów, 179 dział samobieżnych, około 20 tysięcy innych pojazdów, 2000 samolotów oraz niemal całą artylerię – około 2000 dział. Ocalałe jednostki, którym udało się opuścić Normandię, zostały w większości otoczone bądź rozproszone przez zmotoryzowane formacje alianckie. Jednym z przykładów było starcie pod Mons, gdzie do niewoli trafiło około 30 tysięcy żołnierzy niemieckich, a 3,5 tysiąca poległo. W jego trakcie ostatecznemu rozbiciu uległy m.in. resztki 47., 49., 271., 275., 244., 348., 352. Dywizji Piechoty, 3. i 6. Dywizji Spadochronowej, 18. Dywizji Polowej Luftwaffe oraz 9. i 10. Dywizji Pancernej SS. Znaczna część tych jednostek została zredukowana do około 10% stanu wyjściowego i przestała istnieć jako zorganizowane siły bojowe.

Straty alianckie również były poważne. W toku walk w Normandii zginęło, zostało rannych, zaginęło lub dostało się do niewoli około 60 tysięcy żołnierzy brytyjskich, kanadyjskich i polskich oraz 90 tysięcy Amerykanów.

>>> Czytaj także: „Dziękujemy Wam Polacy!” – wyzwolenie Bredy przez 1. Dywizję Pancerną gen. Maczka <<<

Bitwa o Normandię stanowiła jeden z najważniejszych momentów II wojny światowej i jedną z największych operacji militarnych w dziejach. Generał Dietrich von Choltitz, dowódca LXXXIV Korpusu Armijnego, w raporcie z 15 lipca 1944 roku do generała Haussera tak podsumował sytuację: „Cała bitwa to jedna wielka masakra, jakiej nie widziałem dotychczas przez jedenaście lat wojen, na których byłem”. Można bez wątpienia stwierdzić, że to właśnie w Normandii szala zwycięstwa przechyliła się definitywnie na stronę aliantów. Choć Wehrmacht nie został jeszcze całkowicie pokonany, a walki trwały przez kolejne miesiące, to jego zdolność do prowadzenia operacji ofensywnych została trwale złamana. Niemiecka armia – mimo wykazywanej miejscami desperackiej waleczności – była odtąd w odwrocie, niezdolna do strategicznej inicjatywy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W górę