HistoriaII Wojna Światowa
2

Wyzwolenie Lubelszczyzny po rosyjsku – „gorące” lato i jesień 1944 roku

18 lipca 1944 r. oddziały Armii Czerwonej rozpoczęły operację brzesko-lubelską, która w ramach szerszej operacji Bagration, miała zniszczyć wojska niemieckie stacjonujące w środkowej i wschodniej Polsce. Z powodów politycznych głównym celem ataku 1. Frontu Białoruskiego stało się wyzwolenie Lubelszczyzny i jak najszybsze zdobycie Lublina.

Zgodnie z zaleceniami Stalina operacja wyzwolenia Lubelszczyzny miała być prowadzona wyłącznie siłami Armii Czerwonej, zaś podległe im ludowe Wojsko Polskie miało wkraczać na wyzwolone tereny i legitymizować przejmowanie rządów.

„Braty partyzany, wy nasze razwiedcziki”

W przededniu wkroczenia Armii Czerwonej na teren Lubelszczyzny Okręg Lublin Armii Krajowej liczył ok. 60 tys. zaprzysiężonych żołnierzy. W rejonie Zamościa operowała 3. Dywizja Piechoty Legionów AK dowodzona przez płk. Adama Świtalskiego „Dąbrowę”, a w rejonie Białej Podlaskiej 9. Dywizja Piechoty AK pod dowództwem gen. bryg. Ludwika Bittnera „Halkę”. Natomiast w rejonie lasów parczewskich stacjonowała 27. Wołyńska Dywizja Piechoty AK dowodzona przez płk. Jana Kotowicza „Twardego”.

Od połowy lipca 1944 r. żołnierze Armii Krajowej w ramach akcji „Burza” atakowali wycofujące się jednostki niemieckie na terenie całej Lubelszczyzny. Na terenie Inspektoratu Zamość walczyły oddziały 9. pułku piechoty AK pod dowództwem mjr. Stanisława Prusa „Adama”. 21 lipca podległy mu batalion mjr. Wilhelma Szczepankiewicza „Drugaka” wyzwolił Bełżec, a pięć dni później oddziały por. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy” wkroczyły do Szczebrzeszyna, gdzie na ratuszu zawieszono biało-czerwoną flagę. Oddziały 9. p.p. AK współdziałały również z wojskami Armii Czerwonej przy wyzwalaniu m.in. Zamościa, Tomaszowa Lubelskiego, a także w walkach o Zwierzyniec, Frampol czy Izbicę.

Na terenie Inspektoratu Puławy walczyły oddziały 8. i 15. pułku piechoty AK. Organizowano zasadzki na głównych szlakach komunikacyjnych. 24 lipca 1944 r. oddział por. Stanisława Łokuciewskiego „Małego” rozbił pod Urzędowem dużą kolumnę niemiecką. Oddziały AK broniły również pacyfikowane przez Niemców miejscowości. 25 lipca oddział por. Janusza Furdala „Dębicza” współdziałając z grupą Batalionów Chłopskich ppor. Jana Jabłońskiego „Drzazgi” obronił mieszkańców Zastowu Polanowskiego. Walczono również w Końskowoli z oddziałem niemieckim usiłującym podpalić miasteczko.

W Inspektoracie Lublin walki były prowadzone przez Armię Krajową zarówno w terenie wiejskim jak i w samym mieście Lublin. 22 lipca siłami kompanii 50. pułku piechoty AK pod dowództwem kpt. Jana Józefczaka „Hruby” przy współudziale miejscowych plutonów dywersyjnych wyzwolono miasto Lubartów. Wzięto do niewoli ok. 70 niemieckich żołnierzy. W tym samym czasie w obwodzie lubartowskim jednostki 27. Dywizji Piechoty AK opanowały Kock, Firlej, Kamionkę, Kozłówkę i Michów.

Żołnierze AK podczas akcji „Burza” w Lublinie. Lipiec 1944. | Fot. Domena publiczna

W samym Lublinie oddziały AK opanowały wiele ważnych obiektów publicznych i przemysłowych. Zbigniew Matysiak „Cowboj”, żołnierz oddziału miejskiego AK w Lublinie, a później członek zgrupowania oddziałów DSZ mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” wspominał: bój o Lublin rozpoczął się 22 lipca, do miasta wjechały pierwsze czołgi armii sowieckiej. Zacięte walki miały miejsce w rejonie mostu na Bystrzycy i na Nowej Drodze, gdzie Niemcy skutecznie powstrzymywali natarcie czołgów. […] Tej samej nocy doszło do wystąpień oddziałów Armii Krajowej, które konsekwentnie zdobywały poszczególne budynki. Ja brałem udział z kilkunastoosobowym oddziałem por. Tadeusza Stępnia „Pokera” w zdobywaniu Soldatenheim, czyli Domu Żołnierza, a później gimnazjum Urszulanek. […] Kolejnego dnia powołano Polski Korpus Bezpieczeństwa, który miał pełnić funkcje policyjne w mieście, jako organ Wojewódzkiego Delegata Rządu na Kraj. Lubelski garnizon AK czuł się gospodarzem miasta. Niestety sytuacja polityczna była inna i 28 lipca w nocy zarządzono alarm. Dowódcy pobudzili nas i powiedzieli, że kto jest spalony lub ma jakieś obawy niech wraca w rejon stacjonowania swoich oddziałów partyzanckich. […] Jak weszli sowieci to najpierw było „braty partyzany, braty partyzany”, „wy nasze razwiedcziki”, „my pobijom giermanca”. Wszystko niby w porządku, tylko mówili „oddajcie swoje ruzie, macie teraz swoje wojsko”. A tymczasem dużo oddziałów leśnych sowieci złapali pod Lublinem, tam ich otoczyli, a potem aresztowali.

AK-owiec już nie brat

28 lipca 1944 r. ukazał się rozkaz rosyjskiego komendanta Lublina, gen. mjr. Nikołaja Trufanowa, w którym podano, że wszystkie osoby i organizacje winny zdać broń, zarówno palną jak i białą. W wyniku fiaska rozmów z udziałem Komendanta Okręgu AK Lublin gen. Kazimierzem Tumidajskim „Marcinem” oddziały AK protokolarnie przekazały służbę wartowniczą nad miastem i przystąpiły do składania broni.

Podobna sytuacja prowadzona była w terenie, gdzie pomimo waleczności i poświęcenia w walce oddziały Armii Krajowej po początkowej współpracy z Armią Czerwoną były siłowo rozbrajane. 25 lipca 1944 r. w okolicach Skrobowa w powiecie lubartowskim jednostki 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK zostały otoczone przez sowieckie czołgi a żołnierze rozbrojeni. Część z nich (jak i innych rozbrojonych jednostek) trafiła do Frontowego Obozu Przejściowo-Przesyłowego utworzonego na terenie wyzwolonego obozu koncentracyjnego na Majdanku.

Tego samego dnia, pod Polanówką (niedaleko Lublina) rozbrojono również część zgrupowania 8. pułku piechoty Legionów AK. Po wiecu zorganizowanym przez oficerów Smierszu 1. Frontu Białoruskiego batalion AK pod dowództwem kpt. Konrada Szmedinga „Młota” został rozbrojono i pod eskortą popędzony w kierunku Chełma. Z około 500-osobowej grupy do celu dotarło tylko ok. 60 ludzi, reszta zbiegła.

Partyzanci z 8. pułku piechoty legionów AK wraz z sowieckimi żołnierzami podczas koncentracji w Polanówce. Na zdjęciach widoczni dowódcy plutonów: Zygmunt Kowalczyk „Okrzeja”, Wojciech Rokicki „Nerwa”, Czesław Rossiński „Jemioła”, Stanisław Łukasik „Ryś”. Po miłym przywitaniu, zrobieniu zdjęć zgrupowanie partyzanckie zostało przez sowietów rozbrojone | Fot. AIPN (domena publiczna)

Rozbrajanie przez wojska Armii Czerwonej oddziałów AK występujących przeciwko Niemcom w ramach akcji „Burza” jednoznacznie pokazały stosunek Stalina do prawowitego rządu polskiego w Londynie i podległym im strukturom państwa podziemnego. Nie było dla nich miejsca w przyszłej komunistycznej Polsce. Dekonspiracja oddziałów podziemia naraziła ich na represje ze strony skierowanych na teren Polski wojsk NKWD i wspierającego je, tworzącego się dopiero ich rodzimego odpowiednika, tj. Resortu Bezpieczeństwa Publicznego (od 1945 r. Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego).

W ciągu miesiąca całe terytorium Lubelszczyzny znalazło się w strefie zajętej przez sowietów, którzy stosowali na podległych im terenach frontowe, wojenne prawo karne. Dla większej legitymizacji własnych działań sformowano marionetkowy rząd polskich komunistów.

„Chełmski” PKWN przywieziony z Moskwy

Przez cały okres PRL, zarówno przez polskich decydentów i historyków, jak i ich sowieckich odpowiedników, utrzymywano, że powołany w lipcu Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN) powstał w lubelskim Chełmie. Tymczasem powstał i został ogłoszony w Moskwie pod dyktando Józefa Stalina. Zgodnie z jego założeniem nowy ośrodek władzy miał być całkowicie uzależniony od wschodniego hegemona.

26 lipca 1944 r., na mocy art. 7 porozumienia PKWN i rządu ZSRS o stosunkach między radzieckim wodzem naczelnym a polską administracją po wkroczeniu wojsk radzieckich na terytorium Polski, w ręce Armii Czerwonej oddano jurysdykcję nad obywatelami polskimi karanymi za czyny popełnione na szkodę Armii Czerwonej w strefie „operacji wojennych”.

Zdjęcie propagandowe przedstawiające osobę czytającą Manifest PKWN | Fot. domena publiczna

Sowiecka rzeczywistość

Powstały marionetkowy rząd dawał wolną rękę sowietom. Zgodnie z umową pomiędzy PKWN a ZSRS odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwowe i ład społeczny na terenie pasa przyfrontowego (o szerokości do 100 km od przedniej linii frontu) spoczywał na oficerach Armii Czerwonej dowodzącymi frontami oraz podążającym za nimi NKWD. Wobec takiej sytuacji sowieci rabowali wszystko, co się dało. Zaczynając od maszyn przemysłowych wywożonych na wschód ciężarówkami i pociągami, po najdrobniejsze rzeczy codziennego użytku, typu zegarki, pościel. Bandycka działalność była najbardziej odczuwalna na wsiach, na które dodatkowo nałożone kontrybucje mające służyć wyżywieniu „wyzwolicieli”.

Po latach tak pierwsze dni wyzwolenia wspominał „Cowboj” : a co do ruskich, to uważam że była to hołota a nie wojsko. Tylko wóda i zegarki im były w głowie. W pierwszych dniach po wyzwoleniu Lublina znalazłem dwie butelki białego denaturatu. Jak to na denaturacie na etykiecie namalowane były trupie czaszki i piszczele. Na ulicy podeszło do mnie dwóch ruskich sołdatów i zapytało: „Nu szto, imiejesz ty czasy?. Nie miałem i otworzyłem torbę, gdzie były te butelki. Wtedy jeden wziął ją, walnął w denko, wybił korek, wziął łyk i z uznaniem powiedział: „Charoszyj spiryt! Kriopkij!”. Potem popatrzył na trupią czachę na butelce i powiedział: „Uuuuu… SS likior!”.

Dla Stalina główną przeszkodą we wprowadzaniu komunistycznego ładu w powojennej Polsce było Polskie Państwo Podziemne. Dlatego też od lata 1944 r. rozpoczęły się masowe aresztowania jego członków. Okres ten najlepiej scharakteryzował w sprawozdaniu z kontroli PUBP w Kraśniku por. Henryk Deresiewicz, kierownik sekcji Walki z Bandytyzmem w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie, który napisał: w ostatnich dniach na terenie powiatu kraśnickiego przeprowadzają władze sowieckie masowe aresztowania członków tajnych organizacji AK, BCh i NSZ […] Areszt kraśnicki nie jest w stanie pomieścić więźniów, których do tej pory jest ponad 300. Z tego powodu (jak doniosłem telefonicznie) poleciłem natychmiast wypełnić informacje oraz przeprowadzić krótkie przesłuchania odnoście przynależności do organizacji i spisy zawieźć do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie. Sprawy należy traktować jako z grupy 0. Uważam, że stanowczo nie powinno się przeprowadzać segregacji, lecz wszystkich zaliczyć do tej grupy.

Oddział partyzancki AK por. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, który tworzył I pluton 8. pułku piechoty Legionów AK (Lato 1944 r.). W 1945 r. „Zapora” reaktywował swój oddział i kontynuował działalność konspiracyjną przeciwko nowemu reżimowi. | Fot. Zbiory autora

Skala sowieckiego terroru sięgnęła zenitu w połowie października 1944 r., kiedy to jak wynika z raportów zastępcy ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Iwana A. Sierowa (faktycznie kierującym operacją zwalczania AK na wyzwolonych terenach), tygodniowo aresztowano w tym czasie ponad tysiąc osób. Prowadzono pacyfikacje wsi i masowe aresztowania. Zapełniały się areszty i więzienia na terenie Lubelszczyzny. Wielu trafiło do łagrów w Związku Radzieckim. Pierwsze transporty zaczęto jeszcze w sierpniu 1944 r. Wywożono głównie do obozów w rejonie Borowicz, Riazania, Nagornej i Kizlu oraz do Ostaszkowa i Stalinogorska.

Tak pisał o tych wydarzeniach Zdzisław Broński „Uskok” jeden z legendarnych dowódców lubelskiej partyzantki antykomunistycznej: po jednej fali aresztowań przyszły następne. W okolicy aresztowanych liczono na setki. Brano i takich, którzy nie należeli do  żadnej organizacji i w ogóle nie brali udziału w życiu społecznym. Brano ludzi z powodów absolutnie nieznanych. Z czynniejszych członków AK, BCh i NSZ nie wzięto tylko tych, którzy zdołali się wymknąć. […]  Terenowe komórki PPR opiniowały dowolnie ludzi ze swoich terenów, a listy tych „wielkich przestępców” oddawano w ręce NKWD. Zaś NKWD robiło swoje. Gwałty nad kobietami i rabunki dopełniały tego pięknego obrazu. Dramatyzm sytuacji obrazują również depesze Komendanta Okręgu AK Lublin. W depeszy z 26 sierpnia pisał m.in.: terror w postaci masowych aresztowań AK i A[dministracji] Z[astępczej] przez NKWD przy pomocy PPR trwa. 200 oficerów i podoficerów AK osadzonych na Majdanku wywieziono do Rosji. Część aresztowanych wywożono do obozów koleją innych zaś samolotami z lotniska wojskowego w Świdniku. Przy czym dla sowietów bez znaczenia było kogo wywożą o czym świadczy, że w samolocie lecącym na wschód z aresztowanym przez NKWD Komendantem Okręgu AK Lublin gen. Kazimierzem Tumidajskim „Marcinem” znalazł się szeregowy członek zgrupowania oddziałów „Zapory” – Jan Kocon „Ryś”.

Przyjmuje się, że sowieci oraz polscy komuniści od lata 1944 do 1 stycznia 1945 r. aresztowali około dwudziestu-dwudziestu pięciu tysięcy osób, z czego większość stanowili członkowie Armii Krajowej. Historycy szacują, że 3/4 aresztowanych to zwykli szeregowi żołnierze, w przeważającej części pochodzenia chłopskiego, co świadczy o początkowym działaniu „na oślep”. Jednakże w późniejszym okresie masowe działania NKWD, sowieckiego Smierszu oraz powstających polskich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego spowodowały również sytuację, że wiele ogniw AK na Lubelszczyźnie utraciło dyspozycyjność, a ich działalność organizacyjna została rozbita. W listopadzie praktycznie przestał istnieć sztab komendy okręgu. Od lipca 1944 do 19 stycznia 1945 r. (tj. rozkazu o rozwiązaniu AK) aresztowano z komendy okręgu AK 30 osób, w tym wspomnianego komendanta gen. Tumidajskiego, prawie wszystkich szefów oddziału sztabów (12 osób). Rosjanie aresztowali czterech z pięciu inspektorów Okręgu AK Lublin oraz 10 z 15 komendantów obwodów. Sowieci przetrzymywali też szereg dowódców AK różnych szczebli, w tym płk. Świtalskiego „Dąbrowa” i gen. L. Bittner „Halka” oraz delegata wojewódzkiego Delegatury Rządu na Kraj Władysława Cholewę „Paśnika”.

Aresztowanych poddawano torturom. Jeden z żołnierzy grupy „Jemioły” oskarżonej o przygotowanie zamachu na Bolesława Bieruta, w grypsie do rodziny przekazał: przeżyłem już dni o jakich sobie trudno wyobrazić, niestety, jesteśmy nie w rękach ludzi, a zwierząt. […] znęcają i katują nas tak, jak chyba nawet Niemcy tego nie robili.

Lubelski zamek – w jego murach znajdowało się więzienie niemieckiego i komunistycznego terroru. W czasie reżimu komunistycznego przez więzienie przeszło ok. 32 tys. osób związanych głównie z podziemiem niepodległościowym. | Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 2-8447

Do wiosny 1945 r. wojskowe sądy polowe wydały na terenach tzw. Polski Lubelskiej około 100 wyroków śmierci. Większość z nich została wykonana. Na zamku w Lublinie w pierwszych miesiącach funkcjonowania komunistycznego więzienia rozstrzelano m.in. Stanisława Siwca „Edmunda” – Zastępcę Szefa BIP Obwodu Armii Krajowej Lublin-Miasto; kpt. Wincentego Sowę „Vis” – Komendanta Powiatu NSZ Janów Lubelski i dowódcę Oddziału Partyzanckiego NSZ;  por. Czesława Rossińskiego „Jemiołę” – cichociemnego, szefa Kedywu Inspektoratu Radzyń Podlaski, dowódcę Oddziału Partyzanckiego Kedywu; ppłk. Juliana Nawrata „Lucjana” – szefa Kedywu Okręgu Lubelskiego AK, por. Bolesława Mucharskiego „Lekarza” – dowódcę Oddziału Partyzanckiego AK, ppłk Edwarda Jasińskiego „Nurta” – dowódcę 8. pułku piechoty Legionów AK, ppłk. Stanisława Kowalskiego „Konrada” – Inspektora Inspektoratu AK Puławy czy mjr. Konrada Szmedinga „Młota” – dowódcę I batalionu 8 p.p. Leg. AK. Znane są również przypadki rozstrzeliwania ludzi bez sądu. Tak zginęli m.in. szef II Oddziału Sztabu Komendy Okręgu Aleksander Bieniecki „Łodzia” oraz inspektor zamojski Stanisław Prus „Adam”.

19 października 1944 r. Komendant Okręgu AK Lublin ppłk Franciszek Żak „Wir” meldował: Terror NKWD taki sam jak gestapo. […] W związku z konferencją w Moskwie władze sowieckie i PKWN puściły w ruch całą maszynę propagandową i terrorystyczną. NKWD i Milicja Obywatelska chcą za wszelką cenę zniszczyć AK jako reakcje i faszystów. Prasa PKWN całymi szpaltami opluwa nas, nazywając: bandyci, pachołki Hitlera, faszyści nakazując bezwzględną walkę z nami […] Nakazałem samoobronę. Wobec powyższego rozkazu wiosną 1945 r. na bazie struktur Armii Krajowej rozwinął się na Lubelszczyźnie, a później w całym kraju ruch partyzancki, którego celem stała się walka z reżimem komunistycznym.


Zdjęcie główne: Wojska 1. Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej w Polsce | Fot. Alexander Kapustyanskiy / Commons: RIA Novosti

2 thoughts on “Wyzwolenie Lubelszczyzny po rosyjsku – „gorące” lato i jesień 1944 roku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *