Podczas ponurej zimy przełomu roku 1950 i 1951 największym zmartwieniem administracji Harry’ego Trumana nie była perspektywa unicestwienia kraju czy całego świata, lecz groźba, że siły amerykańskie i południowokoreańskie zostaną starte na proch przez setki tysięcy chińskich żołnierzy, którzy pędzili je – trudno to określić inaczej – z powrotem na południe Półwyspu Koreańskiego. Pod koniec 1950 roku Stany Zjednoczone dysponowały 369 gotowymi bombami atomowymi, które można było bez trudu zrzucić na koreańskie pola walki lub chińskie linie zaopatrzeniowe, korzystając z baz w Japonii i na Okinawie. Związek Radziecki prawdopodobnie miał co najwyżej pięć takich bomb, które z pewnością były bardziej zawodne od amerykańskich. Dlaczego więc – mając przewagę w stosunku 74 do jednego – Stany Zjednoczone nie użyły swojej potęgi nuklearnej w celu odsunięcia widma największej porażki wojskowej od niemal stu lat?
Przekonanie Trumana, że bomby atomowe różnią się od wszelkich innych rodzajów broni, stanowiło przesłankę przemawiającą przeciwko ich wykorzystaniu, lecz mogły tu przeważyć względy wojskowe; gdyby Sowieci dokonali inwazji na Europę, niemal z pewnością tak by się stało. Istniały jednak trudności natury praktycznej, które zniechęciły Amerykanów do użycia broni jądrowej w Korei. Jedną z nich był następujący problem: co miałoby być celem? Bombę atomową skonstruowano z myślą o niszczeniu miast, kompleksów przemysłowych, baz wojskowych i infrastruktury transportowej. Na Półwyspie Koreańskim takich obiektów było niewiele, a siły ONZ walczyły z armią, która poruszała się głównie pieszo, niosąc zapasy, po prymitywnych drogach, a nawet prowizorycznych górskich ścieżkach. Na co zrzucić tam bombę? – pytał jeden z amerykańskich generałów. Brakowało jasnej odpowiedzi, a poza tym nie było pewne, czy w bieżących okolicznościach użycie jednej, kilku, a nawet wielu bomb przeważyłoby szalę zwycięstwa.
Oczywiście możliwe byłoby zbombardowanie chińskich miast, instalacji przemysłowych oraz obiektów wojskowych na północ od rzeki Yalu. Administracja Trumana opracowywała plany takich działań – wiosną 1951 roku przetransportowano nawet rozmontowane bomby atomowe do baz na zachodnim Pacyfiku. Koszt polityczny byłby jednak wysoki. Jak ujął to pewien historyk: Europejscy sojusznicy Waszyngtonu byli śmiertelnie przerażeni na myśl o rozprzestrzenieniu się wojny. Jednym z powodów było to, że gdyby atak atomowy na Chiny wciągnął w wojnę Związek Radziecki, a Chińczycy zawarli wszak z Sowietami pakt o wzajemnej obronie, Stany Zjednoczone musiałyby wykorzystać bazy w Europie Zachodniej do uderzenia na cele sowieckie, co z kolei naraziłoby kraje NATO na odwetowe uderzenia lotnictwa, a być może wręcz na regularną inwazję lądową. Zważywszy na niewielki ówcześnie potencjał wojskowy Sojuszu, użycie bomby w Korei mogłoby w ostatecznym rozrachunku oznaczać odwrót aż do kanału La Manche, a być może i na jego drugi brzeg.
| Tekst stanowi fragment książki Zimna Wojna autorstwa Johna Lewis Gaddisa, wydanej przez Wydawnictwo RM w 2025 roku. >>> KUP KSIĄŻKĘ W EMPIKU <<< |
Kolejnym powodem niezastosowania broni jądrowej w Korei był rozwój sytuacji wojskowej. Wiosną 1951 roku rozciągnięte chińskie linie zaopatrzenia zaczęły zawodzić, a wojska ONZ – wówczas pod dowództwem generała Matthew B. Ridgwaya – rozpoczęły ofensywę. Postępy były niewielkie, lecz front ustabilizował się nieco na północ od trzydziestego ósmego równoleżnika. Otworzyło to drogę do dyskretnych działań dyplomatycznych z wykorzystaniem sowieckich kanałów, dzięki którym w lipcu udało się rozpocząć negocjacje dotyczące zawieszenia broni. Nie przyniosły one efektów – wojna miała się ciągnąć jeszcze dwa lata, okupiona wielkimi stratami wśród wszystkich stron i mieszkańców Korei. Ustanowiono przynajmniej zasadę nierozprzestrzeniania konfliktu, a użycie broni atomowej stało się mniej prawdopodobne.
>>> Czytaj także: Rozwój lotniczej ewakuacji medycznej podczas wojny koreańskiej <<<
Rola Stalina w tych wydarzeniach była dwuznaczna. Sprowokował, rzecz jasna, wojnę w Korei, zgadzając się na północnokoreańską inwazję. Stanowcza reakcja Amerykanów zaskoczyła go i gdy wydawało się, że siły MacArthura dotrą do rzeki Yalu, zdecydowanie naciskał Chińczyków, by interweniowali. Gdyby jednak tego nie uczynili, pozostawiłby Koreę Północną swojemu losowi. Kiedy zaaprobował rozmowy mające zakończyć wojnę, przyjął do wiadomości ewentualność wojskowego pata, lecz widział również zalety militarnego związania Stanów Zjednoczonych w Azji Wschodniej – negocjacje miały więc postępować powoli. Przeciągająca się wojna daje chińskim wojskom sposobność przestudiowania mechanizmów nowoczesnego konfliktu na polu walki, a poza tym pogarsza pozycję reżimu Trumana w Ameryce oraz szkodzi prestiżowi wojskowemu armii brytyjskiej i amerykańskiej – zauważył Mao. Wyczerpani wojną Chińczycy i Koreańczycy z Północy byli gotowi zakończyć ją jesienią 1952 roku, lecz Stalin upierał się, by nadal walczyli. Dopiero po śmierci dyktatora jego następcy zgodzili się na zawieszenie broni, które nastąpiło w lipcu 1953 roku.
>>> Czytaj także: Zhang Taofang – chiński snajper, który w 32 dni zastrzelił 214 żołnierzy wroga <<<
Przez wiele lat sądzono, że w Korei nie doszło zatem do bezpośredniej sowiecko-amerykańskiej konfrontacji wojskowej. Niedawno ujawnione dowody wymagają jednak rewizji tego wniosku, jako że Stalin zezwolił na wykorzystanie w walkach na Półwyspie Koreańskim pilotowanych przez Rosjan sowieckich myśliwców, które stawiały czoła amerykańskim myśliwcom pilotowanym przez Amerykanów. Między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim doszło więc do wymiany ognia – pierwszy i ostatni raz w historii zimnej wojny, co obie strony przemilczały. Związek Radziecki nigdy nie nagłaśniał swojego udziału w tych walkach powietrznych, a Stany Zjednoczone, które doskonale o nim wiedziały, również tego nie uczyniły. Obydwa supermocarstwa uznały starcie ze sobą za rzecz niezbędną, lecz również niebezpieczną, zgodnie zdecydowały się więc zatuszować ten incydent.
Autor: John Lewis Gaddis
Tekst stanowi fragment książki Zimna Wojna autorstwa Johna Lewis Gaddisa,
wydanej przez Wydawnictwo RM w 2025 roku.
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 352
>>> Czytaj także: Recenzja książki Zimna Wojna autorstwa Johna Lewis Gaddisa <<<

