HistoriaII Wojna Światowa
0

Bitwa o Królewiec – upadek bastionu nazizmu w Prusach Wschodnich

Pod koniec stycznia 1945 r. prawie całe Prusy Wschodnie, oprócz pasa ziemi o długości sześćdziesięciu kilometrów ciągnącego się wzdłuż południowych brzegów Zalewu Wiślanego aż do Królewca, znajdowały się w rękach Rosjan. Zajęcie, 27 stycznia, Elbląga spowodowało zamknięcie Królewca w pułapce półkola utworzonego przez sowieckie wojska okupujące oba brzegi ujścia Pregoły. Rozpoczęła się krwawa i zacięta bitwa o Festung Königsberg – ostatni bastion nazizmu w Prusach Wschodnich.

Miasto-twierdza

Królewiec był jednym z wielu miast na wschodzie, które ogłoszono twierdzą (niem. Festung), a Hitler wydał rozkaz, że nie wolno jej poddać. Jednym z powodów podjęcia takiej decyzji była bliskość morza z portem w Piławie. Dowódca obrony miasta gen. piech. Otto Lasch urządził swą kwaterę w schronie przeciwlotniczym na Paradeplatz i stamtąd próbował kierować obroną. Brakowało mu ludzi, miał do swej dyspozycji tylko cztery wyczerpane dywizje, w tym jedną złożoną z niewyszkolonych volksgrenadierów. Wobec tego wezwał wszystkich żołnierzy, którzy znajdowali się w mieście (spieszonych marynarzy czy lekko rannych), i wcielił członków Hitlerjugend oraz oddziały policji do wojska. Guy Sajer, jeden z żołnierzy Wehrmachtu z Królewca tak wspominał oddziały Volkssturmu: Nie było wątpliwości, że mamy przed sobą dzieciaki. Szli obok wątłych staruszków. Najstarszy z młodych miał około szesnastu lat, ale byli i tacy, którzy nie przekroczyli trzynastu. W pośpiechu przydzielono im używane mundury szyte dla dorosłych mężczyzn. Nieśli długi karabiny i często byli nawet mniejsi od nich. Wyglądali zarówno komicznie, jak i przerażająco. W oczach mieli niepewność, jak uczniowie, którzy pierwszy raz przekroczyli szkolne progi. Żaden z nich nie był w stanie wyobrazić sobie tego, co ich czeka. W ten sposób udało się pozyskać pod broń ok. 130 tys. obrońców. Jednakże do obrony przed spodziewaną wielką liczbą czołgów gen. Lasch miał tylko jedną kompanię dział szturmowych. Natomiast stosunek sił powietrznych przedstawiał się katastrofalnie: pod Królewcem Niemcy nie mieli ani jednego samolotu, artyleria zaś cierpiała na brak amunicji – działa przeciwlotnicze Flak 88 musiały ograniczyć się wyłącznie do zwalczania celów naziemnych.

Gen. Lasch polecił, aby w pierwszej fazie Volkssturm zbudował dodatkowe stanowiska obronne, dlatego też w centrum i na przedmieściach wykopano kolejne rowy i okopy. Powstawały stanowiska strzelnicze, na podejściu do miasta układano zapory minowe i pilnowano ich z bronią w ręku. W ten sposób wokół miasta utworzono trzy linie obronne. Główna linia obrony przebiegała przez dwanaście fortów zewnętrznych i stanowiska obronne wewnątrz miasta na bazie wewnętrznych, przestarzałych fortów pochodzących z połowy XIX wieku. Stanowiska obronne umieszczono również w ruinach zamku górującego na Prełogą.

Oddziały Volkssturmu uzbrojone w wyrzutnie przeciwpancerne Panzerfaust na przedpolach Królewca | Bundesarchiv, Bild 183-R98401 / CC-BY-SA 3.0

Warto nadmienić, iż w tym czasie w Królewcu znalazło się ok. 300 tys. uciekinierów, którzy nie mając szansy na wyjazd, zostawiali wózki dziecinne, sanie i furmanki na ulicach, gnieździli się w zbombardowanych, zniszczonych budynkach. Werner Terpitz wspomina, że piękne niegdyś ulice zasłane były trupami padłych zwierząt, z których wycięto wszystko, co nadawało się do zjedzenia. Centrum miasta wypełniały gruzy, z których usypywano barykadySS bezustannie poszukiwało mężczyzn zdolnych do walki z bronią w ręku. Terpitz wspomina, że niektórzy dezerterzy ukrywający się wśród cywili nie mieli szczęścia i byli wyciągani ze swych kryjówek, a następnie wieszani ku przestrodze innych: przed Dworcem Północnym na śniegu leżały ciała wisielców z otwartymi oczami. Mieli tabliczki z napisem „stchórzyliśmy i spotkała nas za to śmierć”.

Bitwa o kocioł pod Królewcem

Operacja königsbergska była jedną z ważniejszych bitew Armii Czerwonej podczas operacji wschodniopruskiej. Radziecka końcowa ofensywa przeciwko rejonowi obronnemu Królewca miała składać się z trzech uderzeń: zneutralizowania niemieckich pozycji wokół Heiligenbeil na południowy zachód od miasta, szturmu na Królewiec i tym samym eliminacji wszystkich sił niemieckich na półwyspie Sambijskim, na północny-zachód od miasta. Siły przeznaczone do rozbicia kotła pod dowództwem Aleksandra Wasilewskiego składały się z 3. Frontu Białoruskiego, którym on sam dowodził i z 1. Frontu Nadbałtyckiego pod dowództwem Iwana Bagramiana. Bagramian był tym, na kim spoczywała odpowiedzialność za planowanie „operacji sambijskiej”, czyli głównego uderzenia na Sambię i Królewiec.

Samo oblężenie i ostrzał artyleryjski rozpoczęło się już w ostatnich dniach stycznia 1945 roku. Jednakże dowodzący armią radziecką marszałek Aleksander Wasilewski zdecydował, że najpierw należy miasto starannie odciąć od zaplecza i wyczyścić przedpola, czyli Sambię. Tymczasem 19 lutego podczas wspieranej ogniem dział okrętów Kriegsmarine niemieckiej kontrofensywy odbito Rosjanom miejscowość Metgethen, dzięki czemu otworzył się mały korytarz między Królewcem a portem w Piławie. Od tego momentu miasto utrzymywało to połączenie aż do rozpoczęcia szturmu generalnego na początku kwietnia. Po otwarciu korytarza fale cywilnej ludności znów ruszyły ku Piławie, ponieważ strach przed bombami i pociskami rozrywającymi się na nabrzeżach był mniejszy niż strach przed Armią Czerwoną. Strach ten został spotęgowany sytuacją, którą zastano po odbiciu Metgethen, gdy żołnierze niemieccy zdołali ewakuować zaledwie kilku starców i około 70 kobiet, które były wielokrotnie gwałcone. Reszta mieszkańców została zabita bądź wywieziona w głąb ZSRR. Tak wspomina to wydarzenie jej naoczny świadek: widziałem kobiety, które miały na szyi pętle służące do wleczenia ich po ziemi na śmierć. Często kilka było powiązanych ze sobą. Widziałem kobiety, które leżały głowami w ziemi albo w zbiornikach z gnojowicą, a ich narządy płciowe nosiły ślady bestialskiego okrucieństwa.

Szkic działań w czasie walk o Królewiec | Źródło: Wikimedia Commons

Intensywne walki w Prusach Wschodnich zostały wznowione 13 marca, kiedy wojska 3. Frontu Białoruskiego dokonały przełamania i dotarły do wybrzeża Bałtyku na południowy zachód od miasta. Oddziały 4. Armii zostały stopniowo zepchnięte w stronę morza na pozycje na Półwyspie Sambijskim koło Bałtijska, gdzie znalazły się pod atakami rosyjskiego lotnictwa. Do 29 marca w terenie rozbito a potem doszczętnie wytępiono rozproszone oddziały niemieckie z 4. Armii. Wobec tego Armia Czerwona ponownie skierowała swą uwagę na Królewiec.

Decydujący szturm

W trakcie przygotowań do szturmu wojska Armii Czerwonej, a właściwie artyleria od 2 do 5 kwietnia prowadziły ciągły ostrzał miasta. Oprócz ciężkiej artylerii i wyrzutni rakietowych katiusza falę zniszczenia miasta siały bezkarne rosyjskie bombowce oraz myśliwce atakujące wybrane cele. Warto nadmienić, iż w bombardowaniu miasta, które miało skłonić obrońców do szybszej kapitulacji, brały udział również brytyjskie bombowce z 5. Grupy RAF. Miasto z dnia na dzień zmieniało się, jeden z ukrywających się w Królewcu cywilów relacjonował: miasto obróciło się w ruiny i padło ofiara płomieni. Pozycje niemieckie zostały zmiecione, rowy przeorane, stanowiska strzelnicze zrównane z ziemią, kompanie wojska wgniecione w piach, sieć telefoniczna pozrywana, składy amunicji zniszczone. Obłoki dymu zalegały nad resztkami domów w centrum miasta. Ulice i chodniki pokrywały cegły i kamienie, szczątki samochodów, ludzkich ciał i trupów koni.

Szturm Królewca rozpoczął się o godz. 7.30 w dniu 6 kwietnia bardzo intensywnym przygotowaniem artyleryjskim. Rosjanie byli doskonale przygotowani do przeprowadzenia całej operacji. Przez wiele tygodni rozpracowywali system obrony i znali jego słabe punkty. Sowieci ruszyli w sile czterech armii liczących 137 tysięcy żołnierzy, 530 czołgów i 2400 samolotów. Niemcy mogli przeciwstawić im 35 tys. żołnierzy i około 50 czołgów.

Po sforsowaniu przez Rosjan zewnętrznego pierścienia obrony gen. Lasch doszedł do przekonania, że nic ich nie powstrzyma. Na miasto spadły kolejne fale ataków z powietrza. Niemieckie pozycje zostały zniszczone, a stanowiska strzelnicze rozjechane przez czołgi. Całe kompanie ginęły w nierównym boju. Składy amunicji wylatywały w powietrze. Dymy zasnuły całe miasto, ulicy były pełne gruzów i trupów. Pierwszego dnia czerwonoarmiści zajęli znaczny obszar, co groziło ponownym odcięciem Królewca od Sambii. Oddziały szturmowe parły naprzód, wysadziły niektóre forty w powietrze, przecięły linię kolejową Królewiec-Bałtijsk i przerwały pierścień obrony.

Radzieckie czołgi wjeżdżają do Królewca | Źródło: mil.ru (Creative Commons Attribution 4.0)

7 kwietnia rano przy odgłosach trwających walk Królewiec przykryty gęstą chmura dymu nadal był atakowany z powietrza. 246 bombowców wykonały trzy potężne naloty, a oddziały armii lądowej przesuwały się ulica po ulicy, docierając na północy do dzielnicy Charlottenburg, a na południu do głównego dworca kolejowego. Następnego dnia Rosjanie sforsowali Pregołę i całkowicie odcięli centrum Królewca. Zastępca gauleitera Herr Gross wraz z pozostałymi funkcjonariuszami partyjnymi stwierdzili, że los miasta jest przesądzony i wezwali wojsko do zorganizowania ucieczki na Półwysep Sambijski.  Próba wydostania się z okrążenia nie udała się, Niemcy ponieśli straty i musieli wycofać się w ruiny miasta.

Szturm miasta trwał 4 dni, a garnizon pod dowództwem gen. Otto Lascha skapitulował 9 kwietnia o godz. 21.30. Według sowieckich źródeł straty niemieckie wyniosły 42 tys. zabitych i 92 tys. wziętych do niewoli (w tym 1800 oficerów) wraz z dużą ilością broni oraz sprzętu. Straty wśród cywilów były bardzo wysokie: niemal jedna czwarta ze 100 tys. tych, którzy nie zostali ewakuowani z miasta, zginęła podczas bitwy. Natomiast straty własne szacują na 16 tys. poległych żołnierzy, ale dane te mogą być mocno zaniżone. Zniszczone zostało też doszczętnie  90% budynków miasta, które w dużej mierze do dzisiejszego dnia nie zostało odbudowane z ruin.

Hitler na wieść o kapitulacji Królewca uznał gen. Lascha za zdrajcę i wydał na niego wyrok śmierci przez powieszenie oraz nakazał aresztowanie członków jego rodziny. W Moskwie zaś na część zwycięstwa zabrzmiała kanonada armat. 324 armaty wystrzeliły 24 razy a na cześć zdobycia miasta został ustanowiony medal ?Za zdobycie Królewca?. Ponadto dziewięćdziesiąt osiem oddziałów otrzymało nazwę Królewieckich.

Ostatnie walki

Należy nadmienić, iż po kapitulacji niewielki skrawek Królewca nadal pozostawał w rękach SS i żandarmerii, które jeszcze przez trzy dni broniły się na zamku, uniwersytecie i kilku przyległych ulicach. Walki w tych rejonach trwały do ostatniego żołnierza. Po całkowitym zdobyciu miasta Armia Czerwona ruszyła na Bałtijsk, gdzie zaciekle broniły się wojska niemieckie, wypełniając rozkaz obrony portu za wszelką cenę. Przez sześć dni siły niemieckie w liczbie 20 tys. ludzi stawiały silny opór, ponosząc przy tym dotkliwe straty. Bałtijsk skapitulował ostatecznie 26 kwietnia 1945 r.

Jeńcy niemieccy w Królewcu, 12 kwietnia 1945 | Źródło: Bundesarchiv, Bild 183-R94432 (CC-BY-SA 3.0)

Żołnierze złapani przez sowietów i mieszkańcy Królewca, których uznano za zdolnych do pracy, byli wywożeni do obozów w głąb ZSRR. Kobiety, dzieci i starcy uznani za niezdolnych do pracy zostali usunięci z miasta po ciężkich tygodniach głodowania, epidemii tyfusu i dyzenterii. Wszystkie drogi na zachód były zamknięte, dlatego też ulokowano ich we wsiach otaczających Królewiec. Natomiast w lipcu 1946 r. część Prus Wschodnich i Królewiec zostały wcielone do Związku Radzieckiego na mocy porozumień konferencji poczdamskiej, która odbyła się w lipcu i sierpniu 1945 r. Natychmiast została zmieniona nazwa miasta na Kaliningrad a tereny wcielone nazwano obszarem kaliningradzkim, na cześć zmarłego Michaiła Kalinina, jednego ze stalinowskich działaczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *