4 czerwca 1916 roku armia rosyjska rozpoczęła jedną z najskuteczniejszych ofensyw I wojny światowej na froncie wschodnim – tzw. ofensywę Brusiłowa. Nazwana od nazwiska jej pomysłodawcy i głównodowodzącego, generała Aleksieja Brusiłowa, była nie tylko największą operacją rosyjską podczas wojny, ale też jedną z nielicznych, które przyniosły Rosjanom realne sukcesy na tle wcześniejszych niepowodzeń.
U progu 1916 roku sytuacja militarna Ententy nie była pomyślna. Francja wykrwawiała się pod Verdun, a ofensywa brytyjska nad Sommą nie przynosiła oczekiwanych rezultatów. Wobec tego zachodni alianci zaapelowali do Rosji o podjęcie działań, które zmusiłyby państwa centralne do rozproszenia sił. Pierwsza rosyjska próba – ofensywa nad jeziorem Narocz w marcu 1916 roku – zakończyła się katastrofą. Jednak latem generał Brusiłow zaproponował zupełnie nowe podejście do prowadzenia działań wojennych. Jego plan zakładał niespodziewany, masowy atak na front austro-węgierski w Galicji Wschodniej, z ostatecznym celem w postaci zdobycia Lwowa i Kowla oraz wypchnięcia Austro-Węgier z wojny.
Brusiłow zebrał cztery armie – łącznie około 40 dywizji piechoty i 15 kawalerii. Naprzeciw nim stanęło 39 dywizji austro-węgierskich i 10 dywizji kawalerii, broniących się na potrójnie umocnionych pozycjach. Generał planował przełamanie frontu na szerokości niemal 500 kilometrów – co było ewenementem w skali wojny. Co istotne, Brusiłow zrezygnował z tradycyjnych schematów ofensywy, polegających na skoncentrowaniu ataku w jednym miejscu – zamiast tego postawił na wiele jednoczesnych uderzeń na różnych odcinkach frontu.
4 czerwca Rosjanie ruszyli do ataku, poprzedzając natarcie krótkim, ale bardzo skutecznym przygotowaniem artyleryjskim. Już w pierwszych dniach ofensywy przełamano linie obronne przeciwnika w kilku miejscach. 8 czerwca zdobyto strategicznie położony Łuck, a armia austro-węgierska znalazła się w odwrocie. Ponad 200 tysięcy żołnierzy monarchii habsburskiej trafiło do niewoli. Było to jedno z najdotkliwszych uderzeń, jakie kiedykolwiek spotkały Austro-Węgry na froncie wschodnim.
Sukcesy Rosjan zmusiły Niemców do interwencji. Dowódca niemieckiego sztabu generalnego, generał Erich von Falkenhayn, wpłynął na feldmarszałka Franza Conrada von Hötzendorfa, aby natychmiast przerzucić oddziały z frontu włoskiego na wschód. Niemcy rozpoczęli kontruderzenia, próbując zatrzymać rosyjski pochód.
24 lipca armia niemiecka pod dowództwem Alexandra von Linsingena zaatakowała Rosjan na Wołyniu. Mimo to Brusiłow kontynuował natarcie aż do września, osiągając przedpola Karpat. Jednak impet ofensywy zaczął słabnąć – przeciążone logistycznie rosyjskie wojska nie były w stanie utrzymać tempa działań w trudnym terenie. Zbyt duża koncentracja wojsk w ograniczonym rejonie i niedostateczne zaopatrzenie zaczęły działać na niekorzyść Rosjan.
Choć ofensywa Brusiłowa nie doprowadziła do ostatecznego rozbicia Austro-Węgier, jej skutki były ogromne. Straty monarchii habsburskiej wyniosły ok. 600 tysięcy ludzi, z czego ponad połowa to jeńcy i zaginieni. Niemcy musieli przerzucić znaczne siły z frontu zachodniego, co doprowadziło do zahamowania walk pod Verdun. Rosjanie zapłacili za to jednak wysoką cenę – ich straty sięgnęły miliona żołnierzy. Niemniej początkowe sukcesy Rosji skłoniły Rumunię do przystąpienia do wojny po stronie Ententy.
Ofensywa Brusiłowa była triumfem nowej rosyjskiej taktyki – zamiast masowych, frontalnych ataków, Brusiłow wykorzystał element zaskoczenia, krótkie i precyzyjne przygotowanie artyleryjskie oraz ataki małych oddziałów szturmowych na słabe punkty wroga. Te założenia – zmodernizowane i rozwinięte – wykorzystali później Niemcy w swoich działaniach na froncie zachodnim w 1918 roku. Taktyka Brusiłowa uchodzi dziś za jedno z prekursorskim źródeł tzw. blitzkriegu.
