26 listopada 1812 roku pod Berezyną cofająca się spod Moskwy Wielka Armia cesarza Napoleona I została otoczona z trzech stron przez Rosjan – armie Kutuzowa, Wittgensteina i Cziczagowa. Rozpoczęła się trzydniowa bitwa, która w potocznej świadomości funkcjonuje jako katastrofa, a w rzeczywistości była to heroiczna i – strategicznie – zwycięska próba wyrwania się z matni, w którą wojska francuskie wpadły po opuszczeniu Moskwy.

Po tragicznej kampanii moskiewskiej 1812 roku Wielka Armia – zdziesiątkowana głodem, chorobami i mrozem – cofała się na zachód. W listopadzie Rosjanie postanowili zadać jej ostateczny cios. Armia Napoleona została otoczona przez trzy siły rosyjskie: Kutuzowa, nacierającego od wschodu, Wittgensteina od północy oraz Cziczagowa od południa. Zamysł rosyjskiego dowództwa był jasny – zamknąć wielką pułapkę nad rzeką Berezyną i zmusić Francuzów do kapitulacji.

Napoleon zamierzał przeprawić się pod Borysowem, gdzie znajdował się most broniony przez 17. Dywizję generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Jednak 21 listopada Rosjanie zdobyli miasto, a podczas walk most został zniszczony. W obliczu pogłębiającej się sytuacji kryzysowej cesarz podjął decyzję, która przesądziła o losach całej operacji: nakazał budowę nowych mostów w Studziance, kilkanaście kilometrów na północ. To tam francuscy i polscy saperzy pod dowództwem generała Jean-Baptiste’a Eblé rozpoczęli jedną z najbardziej heroicznych operacji inżynieryjnych epoki.

Warunki pogodowe stały się ich najgorszym wrogiem. Nagle nadeszła odwilż – lód na Berezynie popękał, rzeka wezbrała, a nurt znacznie przyspieszył. Napoleon, nie przewidując tak gwałtownej zmiany, wcześniej nakazał zniszczyć wojskowe pontony w Orszy, by ulżyć wycieńczonej armii. W efekcie budowa mostów, która powinna trwać kilka godzin, przeciągnęła się do dwóch dni. Saperzy brodzący po pas w lodowatej wodzie płacili za swoje poświęcenie najwyższą cenę – wielu z nich zmarło później z wyziębienia.

28 listopada rozpoczęła się zacięta walka o utrzymanie przeprawy. Na lewym brzegu armia Wittgensteina uderzała na pozycje bronione przez korpus Victora. Po stronie prawej Cziczagow, który dopiero zrozumiał, że Napoleon przechytrzył go wybierając Studziankę, próbował przełamać obronę pod Stachowem. Na tym odcinku decydującą rolę odegrali Polacy – około 9 tysięcy żołnierzy dowodzonych przez generałów Józefa Zajączka, Jana Henryka Dąbrowskiego i Karola Kniaziewicza. W gęstym sosnowym lesie, przy ogromnych stratach, zdołali oni zatrzymać rosyjskie natarcie, umożliwiając przeprawę właśnie tym jednostkom, które miały największe znaczenie dla ocalenia resztek armii.

Na drugi brzeg kolejno przedostawały się korpusy Oudinota, Eugeniusza de Beauharnais, Davouta, oddziały Neya oraz ocalone resztki 5. Korpusu Polskiego. Dopiero gdy w nocy z 28 na 29 listopada przeszedł jeszcze marszałek Victor, Napoleon nakazał podpalić oba mosty, aby powstrzymać Rosjan. Około dziesięciu tysięcy maruderów i rannych, którzy nie zdążyli na czas, dostało się do rosyjskiej niewoli.

Choć przeprawa przez Berezynę była okupiona krwią tysięcy żołnierzy i nie zakończyła dramatu Wielkiej Armii – która już kilka dni później poniosła kolejne straty pod Wilnem – to właśnie pod Borysowem i Studzianką uniknięto całkowitej klęski. Rosjanie, mimo przewagi liczebnej i strategicznej, nie zdołali zamknąć pułapki.

Bitwa pod Berezyną przeszła do historii jako symbol zarówno tragedii odwrotu, jak i niezłomnego poświęcenia. Saperzy Eblégo, polscy żołnierze broniący pozycji w lesie, francuscy grenadierzy osłaniający przeprawę – wszyscy oni sprawili, że Napoleon, mimo fatalnej sytuacji, zdołał wyrwać z okrążenia resztki swojej armii. Dzięki temu Berezyna pozostaje jednym z najbardziej dramatycznych, ale i najbardziej heroicznych epizodów wojen napoleońskich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W górę