W poniedziałek 27 kwietnia 2026 roku, podczas konferencji w Rzeszowie, premier Donald Tusk zapowiedział projekt budowy „armady dronowej” – systemu bezzałogowych platform bojowych i rozpoznawczych, rozwijanego przy współpracy z ukraińską myślą techniczną. Choć szczegóły przedsięwzięcia pozostają nieznane, sama deklaracja wpisuje się w szerszy trend transformacji współczesnego pola walki.
Wystąpienie Tuska odbyło się w ramach Road to URC „Security and Defense Dimension” – wydarzenia przygotowującego do międzynarodowej konferencji odbudowy Ukrainy. Premier podkreślił symboliczne znaczenie współpracy polsko-ukraińskiej. Jeszcze niedawno niewielu wierzyło, że Ukraina będzie w stanie powstrzymać rosyjską ofensywę. Dziś doświadczenia ukraińskiego pola walki stały się jednym z najcenniejszych źródeł wiedzy dla wojskowych planistów w Europie.
Od początku rosyjskiego ataku na Ukrainę drony odegrały kluczową rolę w działaniach bojowych. Ukraina rozwinęła szeroki wachlarz bezzałogowców – od prostych konstrukcji komercyjnych po zaawansowane systemy uderzeniowe. Największą rewolucję przyniosło zastosowanie tzw. dronów FPV (First Person View), które dzięki niewielkim kosztom i dużej skuteczności stały się bronią masową. Pozwalają one na precyzyjne ataki na pojazdy, stanowiska artyleryjskie czy umocnienia przeciwnika. Jednocześnie rozpoznawcze drony stały się „oczami” artylerii, umożliwiając prowadzenie ognia z niespotykaną dotąd dokładnością. To właśnie te doświadczenia – zdobyte w warunkach pełnoskalowej wojny – mają stanowić fundament dla polskiego programu.
>>> Czytaj także: MON zatwierdził Program Rozwoju Sił Zbrojnych RP na lata 2025–2039 <<<
Choć rząd nie ujawnił szczegółów, można przypuszczać, że projekt obejmie kilka kluczowych komponentów: rozpoznanie i obserwacja (stały monitoring pola walki przy użyciu dronów krótkiego i średniego zasięgu), systemy uderzeniowe (rozwój amunicji krążącej i dronów kamikadze, zdolnych do niszczenia celów punktowych), integracja z artylerią (połączenie danych z dronów z systemami ogniowymi, co pozwala skrócić czas reakcji do minimum), masowość i niskie koszty (kluczową lekcją z Ukrainy jest to, że przewagę daje nie pojedynczy zaawansowany system, lecz zdolność do produkcji i użycia tysięcy tanich platform).
Współpraca z Ukrainą ma wymiar nie tylko polityczny, ale przede wszystkim praktyczny. Ukraińskie firmy i inżynierowie w ciągu ostatnich lat stworzyli jeden z najbardziej dynamicznych sektorów technologii wojskowych w Europie. Dla Polski oznacza to dostęp do sprawdzonych rozwiązań oraz know-how, którego nie da się zdobyć w warunkach pokojowych. Dla Ukrainy – możliwość skalowania produkcji i współpracy z zapleczem przemysłowym państwa NATO.
Zapowiedź „dronowej armady” to sygnał, że Polska poważnie traktuje wnioski płynące z wojny za wschodnią granicą. Tradycyjne systemy uzbrojenia – czołgi, artyleria, lotnictwo – nie znikną, ale ich rola ulega zmianie. Coraz częściej to właśnie tanie, autonomiczne lub półautonomiczne systemy bezzałogowe decydują o przewadze.
>>> Czytaj także: Polska staje się drugą siłą pancerną w Europie <<<
Na razie projekt pozostaje na etapie deklaracji. Nie znamy harmonogramu, budżetu ani konkretnych rozwiązań technicznych. Jednak sam kierunek jest jasny: przyszłość armii to sieć połączonych systemów, w której człowiek coraz częściej pełni rolę operatora, a nie bezpośredniego uczestnika walki.
Zdjęcie główne: WB Electronics S.A.
